News!

Blog zawiera treści nawiązujące do przemocy!
Chcesz być na bieżąco? Polub dziennik ducha na Facebooku i dołącz do obserwatorów :) To nic trudnego!

wtorek, 14 maja 2013

"Wnętrze"

"Wnętrze"

Człowiek posiada w sobie serce i duszę, a jeśli umiera i staje się duchem to co wtedy ma? Sama nie wiem czym jestem i jak funkcjonuje moje ciało. Nie krwawię, nie bije mi serce, ale jednak czuję kiedy ściska mnie w żołądku, czy jest mi niedobrze. Nie tylko ciało ludzkie jest jeszcze zagadką dla człowieka, ale sama dusza. Jeśliby żywi nas widzieli to pewnie znaleźliby sposób, aby nas zbadać i poddać biopsji. Zgroza o tym myśleć!
Nie chcę wiedzieć czym jestem, pragnę żyć w nieświadomości, niczym dziecko. W ten sposób nie muszę się niczego obawiać. Właściwie to nie jestem do końca tego pewna.


Nie wiedząc co z sobą zrobić przez te parę godzin, postanowiła zasnąć. Ułożyła się na podłodze i praktycznie po zamknięciu oczu odpłynęła. Ktoś mógłby sobie pomyśleć, że skoro była duchem to nie mogła udać się do krainy ren, a tu taka niespodzianka. Duchy były niesamowitymi stworzeniami, jak i demony, które w końcu także potrafiły spać. Cóż jednak działo się wtedy z ich podświadomością? Czy były bezbronne w takich momentach? 
Nagle o dziwo otworzyła oczy i podniosła się z podłogi, jednakże po rozejrzeniu się odkryła, że znajduje się gdzieś na środku ciemnego obszaru. Zdziwiona zakryła swoje usta dłonią.
- Gdzie ja jestem?- wydukała z siebie niewyraźnie, a dookoła rozniosło się jej echo. Odsłoniła usta, powąchała powietrze i stwierdziła, że wali spalenizną. Zapach siarki przechodził nawet przez jej ubrania.- Czemu tak śmierdzi? 
Powąchała rękaw swojej bluzy i wzdrygnęła się lekko. Pati tak jak umarła, tak była teraz odziana w czarne jeansy, które ciasno przylegały do tyłka, bluzę z cienkiego materiału, szarą. Gdyby odpięła ją, można byłoby zobaczyć czarną bokserkę, której plecy były głęboko wycięte, a z przodu nadruk czerwonego serca. Dziewczyna uwielbiała sportowe ciuchy, a na punkcie bokserek miała fioła. Atutem było to, że posiadała spore piersi, a więc w takim odzieniu nie wyglądała jak płaska deska, mimo szczupłej budowy ciała.
Nie mogła niczego konkretnego dostrzec, ale bowiem wyglądało, że znalazła się w jakiejś pustce. Wszystko było ciemne i trudno było się poruszać, gdyż strach, że się w coś uderzy. Nie mogła jednak pozostać w jednym miejscu, musiała ruszyć i znaleźć drogę powrotną do hotelu. Nie wiedziała jak to zrobi i czy w ogóle było to możliwe. Kto nie ryzykuje, ten utknie w próżni na amen.
Szła powoli, obejmując się rękoma w piersiach, była przestraszona, ale to chyba była normalna, zdrowa reakcja. Jej atutem niestety nie była odwaga czy siła, ale nie miała innego wyjścia. Bardziej przypominała wystraszonego kuraka. Mijała praktycznie samą pustą przestrzeń, a zapach spalenizny wydawał się wzmacniać, co wcale nie było przyjemne. W końcu jednak po jakiś paru kilometrach przebytych na nogach, dostrzegła czerwone światełko, jakie widniało przed nią. Zdawało się, że to jakieś wejście, a tam pali się czerwona żarówka. 
Nie była zmęczona spacerem, widocznie tutaj miała jakieś duże pokłady energii. Zwykle po przebytym kilometrze jęczała, że bolą ją nogi. Zaczęła biec w kierunku światełka, które mogło równie dobrze prowadzić ku zgubie, ale nie myślała w tamtym momencie nad tym. 
Kiedy przebrnęła przez wejście pozbawione drzwi, stanęła jak wmurowana. W środku znajdował się ogromny plac o złotej podłodze, a na środku widniał gigantyczny posąg przypominający postać demona. Zacisnęła dłonie na swoich udach, a gdy chciała się cofnąć, uderzyła plecami o niewidzialną ścianę. Spojrzała za siebie, wejście zniknęło. 
- Wspaniale, utknęłam tu...- przełknęła ciężko ślinę, ale w tym miejscu echa nie było. Z jakiegoś powodu posąg wyglądający jakby był zrobiony z lodu, przerażał ją. Nikogo jednak w pobliżu nie widziała, ani nie wyczuwała złej energii. Podeszła powoli, jakby na palcach do stojącego przedmiotu, mogła się bliżej przyjrzeć.- To kobieta...
Rzeczywiście, posążek przedstawiał kobietę demona, która w ręku dzierżyła wielką kosę, a na jej głowie falowała burza długich włosów. Jej oczy wyrażały spokój, a usta były cienką linią bez emocji. Z twarzy kogoś jej przypominała, ale nie sądziła by kiedykolwiek spotkała tak piękną kobietę.
Ręka odruchowo powędrowała do jej policzka, niepewnie dotknęła zimnej, gładkiej faktury. Była w pewnym sensie zafascynowała ów dziełem. Demon nie miał na sobie ubrań, ale zauważyła to dopiero po jakimś czasie. Faceci na pewno dostrzegliby to na samym początku. 
Spoglądała chwilę na jej piersi z rumieńcami, a następnie starała się całkowicie unikać widoku jej nagości. Krępowały ją kobiece ciała. Cofnęła rękę i spojrzała na jej broń, którą dzierżyła w jednej z dłoni, ostrze skierowane było w dół.
Ukucnęła zastanawiając się jak takie coś, może być praktycznie w walce. Jedynie kojarzyła sobie kosy ze śmiercią, albo polami gdzie ścinało się tym trawy. Dawniej każdego lata bywała na wsi, bowiem jej dziadkowie posiadali ogromne gospodarstwo. 
- Kim ty jesteś? Dlaczego ja tutaj się znalazłam?- podniosła się i spojrzała na twarz kobiety z lodu. Ta jednak nie odpowiedziała, nie poruszyła się, pozostawała dalej nieożywioną materią. Pati westchnęła ciężko, a jej oczy skierowały się na jej biodro, zupełnie przypadkowo. Ściągnęła lekko brwi i dostrzegła znamię,  jakąś bliznę, która kształtem przypominała półksiężyc.- Niemożliwe! 
Dotknęła rany, a następnie ponownie spojrzała na twarz demona. Pokręciła głową, gdyż wmawiała sobie, że to tylko czysty przypadek. Odsunęła się od posągu i nagle potknęła się o coś, uderzyła plecami o ziemię i lekko obiła tył głowy. Syknęła z bólu, dotknęła miejsca uderzenie masując obolałą skórę. 
Gdy tylko w miarę przyzwyczaiła się do bólu, usiadła i przyjrzała się rzeczy, przez którą się wywróciła. Było to srebrne naczynie, wyglądało jak pojemnik na zwój. Wzięła przedmiot do ręki i przyjrzała się wyrytym napisom, które były we wściekle czerwonym kolorze. Była pewna, że wcześniej tego nie było na podłodze. 
- Coraz więcej zagadek, a ja mam już dość.- stwierdziła i otworzyła pojemnik, w którym rzeczywiście znajdował się pergamin. Wyciągnęła zwój, odwiązała go z czerwonej wstążki i rozsunęła. Na papierze widniał język, którego nie znała.- Nie odczytam tego, to na nic. 
Zwinęła ponownie zwój i schowała go do pojemnika. Wstała ze złotej podłogi, która odbijała z jakiegoś powodu jej postać. Zdziwiło ją to, wcześniej też tego nie dostrzegła. Za moment ścisnęła dłonie i spojrzała w górę. 
- Rajmund jeśli to ty bawisz się w mojej głowie to wiedz, że to wcale nie jest zabawne!- wrzasnęła wściekle, a następnie schowała zwój do kieszeni. Zerknęła na lodową rzeźbę, która z jakiegoś powodu zaczęła się topić.- Jezu!
Odskoczyła jak oparzona, nie wiedziała co się stanie kiedy rzeźba zacznie się roztapiać. Na szczęście topiła się powoli i nie zanosiło się na to, aby to się zmieniło zbyt szybko. W miejscu gdzie była szyja, oderwało się trochę lodu, a wtedy pojawił się zielony medalion, który przypominał ten, który nosił Rajmund. Zaskoczona podeszła bliżej mimo lęku jaki odczuwała, a następnie chwyciła za klejnot, który niechcący urwał się z szyi pięknej pani. 
- Ja nie chciałam!- krzyknęła zła na siebie i wystraszona, bo bała się, iż została teraz przeklęta zupełnie tak jak Eryk. Trzymała kamyczek w ręku, który nagle zaczął mocno błyszczeć, oblewając jej twarz zielonym kolorem.- Co...
Nim dokończyła zdanie, coś przeniosło ją z tamtego wymiaru i ocknęła się na podłodze hotelu. Zupełnie jakby wybudziła się z koszmaru. Rozejrzała się i błyskawicznie podniosła z paneli. Zerknęła na Rajmunda, który dalej spał na krześle i uśmiechnęła się. Czuła ulgę. 
Westchnęła ciężko i usiadła na swoich kolanach, a kiedy chciała oprzeć się ręką o podłogę, coś zakuło ją w wierzch dłoni. Podniosła rękę i ujrzała zielony talizman. Zaskoczona odrzuciła go tak, jakby oparzył jej skórę. 
- To musi być sen... musi...- szepnęła wbijając wzrok w zielony kamyczek. Nie mogła zrozumieć dlaczego wyciągnęła to ze snu, o ile to właściwie był sen. Złapała się za głowę patrząc ukradkiem na Rajmunda, który poruszył się, budził i chyba miał zaraz otworzyć oczy.- Chodź tu!
Poczłapała na kolanach do amuletu i schowała go przed demonem do kieszeni. Nie wiedziała czy powinna mu mówić o tym co się wydarzyło. Wyczuła także, że w jej drugiej kieszeni znajduje się pojemnik ze zwojem. Wiedziała, że coś tutaj jest nie tak. 
- Szaleju się najadłaś?- Rajmund już nie spał, spoglądał na dziewczynę unosząc lewą brew w górę. Wzruszył ramionami bowiem nawet nie oczekiwał odpowiedzi, otarł palcami kąciki oczu i ziewnął.- Czuję, że siły wróciły. 
- To dobrze.- Pati uśmiechnęła się, ale widać było, że coś ukrywa. Rajmund jednak nie zamierzał się tym interesować, albo po prostu nie dostrzegł dziwnego zachowania u ducha. Dla niego ciemnowłosa wiecznie zachowywała się dziwacznie.- Możemy więc stąd odejść, tak? 
- Nie sądzę, aby tamten dureń tutaj tkwił w pobliżu, na pewno sądzi, że zabrałem cię daleko stąd. Właściwie to powinienem, ale mamy w tym mieście jednego demona, którego trzeba załatwić.- oznajmił poprawiając płaszcz, a następnie podszedł do najbliższego okna, odsunął zasłonkę i rozejrzał się po ulicy. Nie widział niczego podejrzanego, właściwie nie wyczuwał żadnej aury Diona.- Zlokalizowanie jej kryjówki powinno być proste, zwykle nie jest zbyt uważna w zacieraniu śladów. 
- Masz na myśli Lilith...- Pati nie cieszyła się z tego powodu, iż mają dopaść właśnie tego demona. Dziewczynka przerażała ją, a do tego już od niej oberwała. Rajmund jednak zaciągnąłby ją do niej nawet siłą.- Zróbmy to jak należy i miejmy ją z głowy. 
- Co to za zmiana postawy?- Rajmund spojrzał na dziewczynę i uśmiechnął się drwiąco. Widział w niej tylko armatnie mięso na demony, nic więcej.- Pierw powiedz mi co trzymasz w kieszeni. 
- Trzymam?- zamrugała parę razy, a następnie zakryła ręką kieszeń. Widać było, że coś sporego kryje się za materiałem spodni.- Nie twoja sprawa.
- Moja, czuję, że coś w tobie zaszło.- podszedł do niej i nachylił, aż ich twarze były bardzo blisko siebie. Wyczuwał coś w jej ciele, ale nie wiedział dokładnie co to może być. Pati stała w miejscu z kamiennym wyrazem twarzy, chociaż lekko zaciskała zęby.- Nie mów mi tylko, że odpłynęłaś.
- Nic nie zrobiłam. 
- Twoje usta mówią co innego, niż twe myśli.- stwierdził i wyprostował się, a następnie złapał jej rękę i pociągnął w taki sposób, że ich ciała stykały się w niezbyt dyskretny sposób. Ręką zawędrował w dół do jej kieszeni i ścisnął przedmiot.- Mam ci ściągnąć portki? Wiedz, że zrobię to z przyjemnością. 
Pati spoglądała na niego z lekkim zmieszaniem, a jej policzki były czerwone. W środku była oburzona i chciała się odsunąć, ale ten zbyt mocno ją trzymał. Zagryzła dolną wargę spoglądając w bok. Nie miała chyba wyboru. 
- To tylko jakiś zwój.- odpowiedziała niepewnie, a demon uśmiechnął się szeroko, w tej swój rozbrajający sposób. Pati nie chciała mu o tym mówić, ale ten ją do tego zmuszał, poza tym wiedziała, że o wszystkim wyczyta z jej myśli.- Odpłynęłam tak jak powiedziałeś. 
- Duchy nie śpią tak jak i demony, a przynajmniej to nie jest faza ren. Kiedy zachodzi taka potrzeba, bądź zmienia się coś w naszym ciele, odpływamy do centrum. Centrum to jakby nasz ośrodek, wnętrze. Odpływam tam kiedy chcę się regenerować.- wyjaśnił, a jego uśmiech lekko zmalał, jednakże dalej wyglądał na zadowolonego. Puścił jej rękę przez co dziewczyna zrobiła krok w tył.- Co widziałaś? 
- Lodową figurę.- odpowiedziała masując swój nadgarstek, a jednocześnie patrzyła na niego z zainteresowaniem. Nie wiedziała, że duchy i demony potrafią coś takiego. To sprawiało, że czuła się zupełnie zdezorientowana.- Rzeźba przedstawiała kobietę demona, która miała na szyi medalion. 
- Miała?- Rajmund nagle spoważniał, słuchał tego co miała do powiedzenia, ale bowiem nie mógł odczytać w jej myśli samego obrazu.- Zabrałaś go? 
- To było niechcący! Ona po prostu zaczęła się topić no i odpadło trochę lodu...
- Zaczęła się topić.- rzekł zamyślając się przez chwilę, a następnie odwrócił się w stronę wyjścia z pokoju. Pati czekała, aż cokolwiek wyjaśni jednakże ten niczego przez moment nie powiedział. Czuła narastające napięcie.- Nie sądziłem, że to stanie się tak szybko. Widocznie to wina tego, że poszłaś w miejsce, gdzie zginęłaś.
- Nie strasz mnie tylko powiedz wprost o co chodzi.- ciemnowłosa zacisnęła dłonie, aż zbielały jej kłykcie, usta zrobiły się suche, a coś w środku ściskało niemiłosiernie.- Czy ten demon to...
- Nie dopuszczałaś do siebie tej myśl, aż do teraz, ale powiem ci szczerze, że tak.- rzekł ze spokojem, jednakże nie była mu na ręka ta cała sytuacja. Spojrzał w tył dostrzegając jej wyraz twarzy, taką zmartwioną i pełną żalu.- Nie będzie to szybka przemiana, ale powoli tracisz swoje człowieczeństwo. 
- Czyli nie zdawało mi się, że mamy identyczne blizny. Co ja mam teraz zrobić?
- Nie możesz tego zatrzymać. Najważniejsze jest to, abyśmy jak najszybciej załatwili wszystkich, nim będzie za późno.- stwierdził i złapał za klamkę, pociągnął i wyszedł na korytarz. Zamknął za sobą drzwi, szedł chwilę w stronę windy, a gdy był już przy jej wejściu, zatrzymał się. Patrzył na podłogę jakby zastanawiając się co dalej robić. Nie był pewny czy zdąży, a najgorsze, że tego nie przewidział.- Cholera.
Warknął pod nosem i wcisnął guzik, aby winda wjechała na górę. Nie przejmował się, że dziewczyna dalej siedzi w pokoju, a pomieszczenie jest zdewastowany tym, że na szybach i ścianach widnieją krwawe znaki. Nim obsługa to zauważy, nie będą pamiętać o nim. Zadbał o wszystko przy meldowaniu się. Teraz miał wielkie strapienie, ale wiedział, że przemiana jest nieunikniona. Dusza nie poszła do nieba, a tkwiąc na ziemi i w dodatku obcując z demonami, zanieczyszcza się. Pati przetrwała wiele jak na krótki okres czasu, a w dodatku jej zemsta została dokonana. 
Winda zjechała na dół, a mężczyzna wyszedł na korytarz. Recepcjonistka spoglądała na niego z zaciekawieniem, zauważył to. Coś mu nie grało w niej. Stanął tuż obok wysokiej, białej kolumny jaka łączyła podłogę z sufitem, obserwował ją dogłębnie. Nie mógł dostać się do wnętrza umysłu co nie zdarzało mu się to nigdy u ludzi. 
W tym czasie Pati schodziła powoli ze schodów, gdyż windą nie miała okazji zjechać, wędrując po drugim piętrze, mijała wysokiego mężczyzna w czarnym garniturze. Zerknęła na jego walizkę, a następnie w górę, na twarz. Stanęła jak wmurowana gdy ich spojrzenia się zetknęły, a jego usta wygięły w strasznym uśmiechu. 
- Złapałem gołąbka.- rzekł nieznajomy, po czym zamachnął się walizką i przyrżnął duchowi w głowę. Pati ciało z jakiegoś powodu odczuło uderzenie i upadła na podłogę, zbiła sobie podbródek. Oczy przysiwiałego mężczyzny zrobiły się całkowicie czarne.- Pozdrowienia od Lilith.
Po jego słowach spojrzała w górę ignorując ból, jej imię natychmiast ją ocuciło. Widziała jak demon w ciele człowieka stał nad nią i chyba ponownie zamierzał ją zaatakować. Już uniósł w górę nogę i chciał impetem stanąć jej na kręgosłupie, gdy ta przeturlała się na plecy i postanowiła dać nogę. Podniosła się z podłogi, zerknęła w dół gdzie demon postawił nogę i aż pobledła. W miejscu gdzie przed chwilą leżała była wielka dziura.
- Cholera!
Wrzasnęła i zaczęła szybko zbiegać ze schodów, demon z niezadowoleniem cmoknął pod nosem i rzucił teczkę w kąt. Pobiegł za swoją ofiarą, która pędziła korytarzem starając się znaleźć bezpieczne schronienie. Czuła, że siedzi jej na ogonie i jest o wiele szybszy. 
Skręciła ostro w bok i przebrnęła przez drzwi do pokoju. Rozejrzała się gdyż nie widziała żadnej broni, ani przedmiotu, którym mogłaby sprawnie zaatakować. Zerknęła na lampkę nocną, ale wydało jej się to komiczne. Zaraz jednak wpadła na niezbyt ciekawy pomysł, jednakże jak to mawiają "raz się umiera".
- Dobra, nie mam wyjścia.- złapała głęboki wdech patrząc prosto na okna. W pewnym momencie do pokoju drzwi zostały wyważone  a wystraszona ciemnowłosa, aż podskoczyła. Wiedziała, że jest w tarapatach i Rajmund jej raczej nie pomoże. Zerknęła za siebie, mężczyzna uśmiechał się jak chytry lis, trzymał w ręku jakiś srebrny sztylet i szykował się do ataku. Już miał z zadowoleniem zatopić w jej niematerialnym ciele ostrze, kiedy ta wskoczyła na łóżko i pędem skierowała się w stronę okien. Przebrnęła przez materię lecąc w dół, prosto z trzeciego piętra, na twardy chodnik.  

C.D.N     

sobota, 11 maja 2013

"Armagedon"

"Armagedon"

Za życia wiecznie kłóciłam się ze swoim bratem, który był nieraz nie do wytrzymania. Kiedy akurat chciałam coś zrobić, on nagle też to musiał, jeśli coś było mi potrzebne, jemu nagle także. Zupełne tak jakby robił to specjalnie! 
Gdy teraz to wspominam, dochodzę do wniosku, że tęsknie za tymi chwilami. W końcu to był mój brat. Pewnie cieszy się, że nie musi już dzielić z nikim komputera. Zastanawiam się, czy chociaż trochę tęskni... 
Gdy masz kogoś blisko siebie, myślisz - nienawidzę tej osoby- a po chwili ona znika, czujesz pustkę. Nie masz na kim wyładować gniewu, z kim się sprzeczać, dzielić wspólnie czas nawet na samych bójkach. Gdy jesteś z kimś 24/7, a potem znika na zawsze, zaczynasz rozumieć, że to kochałeś. Mimo, że tak naprawdę to on stracił mnie, ja czuję, że jest na odwrót. 

Omijając bloki, ulice i domki, nie zważając na przechodniów, rozmyślała nad swoją egzystencją. Wiedziała, że musi się przyzwyczaić do nowej sytuacji, ale z chwili na chwilę nie było wcale lżej. Miała wrażenie, że Rajmund dodatkowo jej wszystko utrudnia. Powinna mieć w kimś oparcie, ale jak można polegać na demonie? Dalej była wstrząśnięta po tym co się wydarzyło w kamienicy, a pamięć o przeszywającym bólu nie mogła tak łatwo odejść. To miał być jednak dopiero przedsmak piekła, które się na nią szykowało. Wiedziała, że prędzej czy później ponownie spotkają Lilith i jak bardzo demon w ciele dziewczyn jest bezwzględny i przerażający. 
Nim spostrzegła, doszła pod hotel, w którym zatrzymała się poprzedniej nocy. Spojrzała na drzwi wejściowe i ściągnęła lekko brwi, nie miała ochoty tam wchodzić. Zwróciła się w przeciwnym kierunku i zaczęła przemierzać wąskie uliczki jakie przypominały jej o nocy, w której została pozbawiona życia. Pamięć o Tomku dodatkowo irytowała ją. 
Dostrzegła przy murku leżącego pijaka, od którego cuchnęło wódką jak i szczynami. Wzdrygnęła się na sam widok. Zdecydowanie nie była przyzwyczajona do takich widoków. Zastanawiała się co może sprowadzać człowieka do takiego stanu, w końcu ten mężczyzna w przeszłości miał rodziców, chodził do szkoły, ale potem? Jaka musiała zajść w nim przemiana?
Nie chcąc patrzeć dłużej na ten nieprzyjemny dla jej oka widok, ruszyła dalej. Coś kierowało nią instynktownie, jakby ciało same chciało znaleźć się w pewnym miejscu. W końcu dostrzegła pamiętny śmietnik, te mury bloków, które otaczały wąski chodnik. Zatrzymała się w miejscu, w którym znajdowały się jeszcze resztki niedomytej krwi, jej własnej krwi. Przełknęła ciężko ślinę, po czym upadła na kolana. Dotknęła palcami zaschniętych, wyblakłych już plam i zamknęła oczy. 
Świadomie nigdy by nie przyszła tutaj, ale coś jednak ją tchnęło do tego. Widziała przed oczami całe tamto zdarzenie, jakby przeżywała je w kółko od nowa. Można było się domyśleć, że to nie było przyjemne doświadczenie. Zacisnęła dłonie w pięści i zamachnęła się, uderzyła ręką o chodnik raniąc się przy okazji. Wyglądała na wściekłą, że pozwalała sobie na takie chwile słabości. 
- Po co tutaj przyszłam...- szepnęła jakby coś z powietrza miało odpowiedzieć jej na owo pytanie. Pokręciła głową i podniosła z kolan, następnie uniosła rękę dostrzegając na skórze obtarcia.- Nawet nie krwawię.
To było dziwne uczucie kiedy czuje się ból, widzi rany, ale jednak pozostają one suche. Równie dobrze jakby zaczęła rwać skórę, widziałaby dokładnie całą tkankę, kości, mięśnie. Ciekawiło ją to dlaczego jedynie ból pozostał. Może to było tylko wspomnienie samego uczucia? 
Nagle wiatr świsnął obok jej ucha, a zaskoczona spojrzała w tył wyczuwając czyjąś obecność. Stała odwrócona plecami do postaci, która jakby wyłaniała się z muru. Odwróciła się szybko przodem i schowała z tyłu zranioną dłoń. Nie znała postaci, która teraz spoglądała na nią brązowymi oczyma, z lekkim uśmiechem i śniadą karnacją. 
Zastanawiała się kim do licha jest ten facet i dlaczego ją naszedł. Pierwsze co przyszło jej do myśli; kolejny demon. Cofnęła jedną nogę w tył i zmarszczyła brwi obserwując nieznajomego przeszywającym wzrokiem. Mężczyzna był ubrany w czarny płaszcz, a jego włosy były koloru piasku, ścięte krótko i roztrzepane jakby Katrina przeszła mu po głowie. Był zbyt normalny z wyglądu, aby nazwać go demonem, a zauważyła, że te stworzenia wyróżniają się niespotykaną urodą. W końcu wabiły ludzi w ten sposób, aby wbić w ich dusze swoje rozwścieczone, ostre kły. 
Nie powiedziała ani jednego słowa, a pomiędzy tą dwójką dochodziło do intymnego kontaktu wzrokowego. Wyglądało to tak, jakby żadne nie chciało rozpocząć konwersacji jako pierwsze. Ciemnowłosa zdziwiona była tym, że nie odczuwała żadnej wrogiej aury i nic nie ściskało ją we wnętrzu ciała. Zwykle przy demonach tak było. W końcu jednak doszła do wniosku, że skoro mają tak stać i się na siebie gapić to równie dobrze, mogą porozmawiać.   
- Kim jesteś?- spytała lustrując go wzrokiem. Facet nie wyglądał na groźnego, ale dziwne było to, że ją widzi i pojawił się tutaj w taki niespodziewany sposób. Jaki człowiek potrafi przechodzić przez ściany? Jeśliby chciał ją zaatakować, mogłaby mieć jakąś szansę biorąc pod uwagę to, że mężczyzna nie był o wiele większy.- No dobra, skoro nie chcesz mówić to nie ma sensu dalej tu tkwić. 
Denerwowało ją to, że blondyn jedynie gapi się, zupełnie jakby był niemową, a ona nie znała migowego. Ta cała sytuacja w jakiś sposób była krępująca. Kiedy planowała już się odwrócić, ten się zaśmiał. Zdziwiona wbiła w jego oczy swoje spojrzenie. Cóż takiego śmiesznego było w zachowaniu ciemnowłosej? Poczuła się lekko obrażona i oburzyła się. 
- Pomijając fakt, co tu robisz, może byś przestała się tak jeżyć?- przechylił lekko na bok głowę i założył ręce za głowę. Wyglądał na niesamowicie pewnego i rozluźnionego.- Nie jestem demonem.
- Więc?- uniosła lekko brew nie wiedząc o co temu kolesiowi chodzi. Skoro nie był demonem to oczywiste, że musiał być duchem. Blondyn spoglądał na nią w tak łagodny i durny sposób, że chciałoby się go palnąć w głowę.- Nie mam czasu na przeciąganie jakichkolwiek rozmów.
- A to śpieszy ci się gdzieś? Tak czy siak nie żyjesz, no i utkwiłaś na ziemi.- stwierdził wzruszając ramionami, opuścił ręce i zaczął się do niej zbliżać. Pati stała w miejscu nie chcąc okazać jakiejkolwiek słabości, poza tym nie czuła się zagrożona. W końcu nieznajomy stanął na wyciągnięcie ręki.- Odpowiedz mi więc, dlaczego tutaj tkwisz?
- Nie będę zwierzać się osobie, którą widzę pierwszy raz na oczy i nie przedstawiła się nawet z imienia.
- Dla wszystkich jesteś taka nieprzyjemna?- blondyn uniósł lekko brwi i pokręcił głową. W zasadzie czuł, że źle postąpił nie przedstawiając się kobiecie. Uśmiechnął się łagodnie z zamiarem zrekompensowania się.- Nazywam się Dion. 
- Jak Celine Dion...- przyszło jej to na myśl odruchowo, zamrugała szybko oczyma, przekręcając lekko głowę w zdumieniu.- Musi być ci ciężko z takim imieniem. 
- A ty co się tak czepiasz imion? Sama nie masz lepszego, Pati. To nawet nie jest skrót od Patrycji, to prawdziwe, krótkie, niezbyt przyjemne dla ucha imię.- rzekł oburzony tym, że sama go obraziła. Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona, aż policzki zaszły rumieńcem.- No i jak czujesz się na moim miejscu? 
- Skąd nasz moje imię?        
- Muszę znać.- odpowiedział z tajemniczym wyrazem twarzy, który dodatkowo zirytował ciemnowłosą. Nie rozumiała dlaczego Dion nie mógł jej od razu wszystkiego wyśpiewać. Musiała przyznać, że jak na zwyczajnego chłopaka to z bliska jego twarz wyglądała ciekawie. Zupełnie różnił się od Rajmunda, w którego oczach wiecznie widać było władczość, dumę i przerazę.- W końcu od dawna jesteśmy z sobą połączeni. 
- Ja pierdolę... Mam dość!- warknęła bowiem jego słowa wydały się jej przypominać Tomka w jakiś sposób. To było nie do pomyślenia, że facet o piaskowych włosach zachowywał się w tej sposób i mówił tak zawstydzające dla niej rzeczy.- Grasz kolejnego psychola? 
- Nie, anioła stróża.- odpowiedział uśmiechając się szeroko, w tak promienny sposób, że aż Pati odsunęła się w tył. Złapała się za głowę robiąc minę, która wydawała się, iż za moment ciemnowłosa pęknie. Anioł stóż, jeszcze tylko tego było jej trzeba. Skąd mogła poza tym wiedzieć, że to co mówi, jest prawdą?- Spokojnie, wiem, że to może być dla ciebie szok. 
- Na co ty mi tutaj jesteś potrzebny?!- nie mogła się uspokoić bo jakoś denerwowała ją sama obecność aniołka. Nie mogła w to uwierzyć w dalszym ciągu.- Czemu pojawiasz się akurat teraz!
- Nie krzycz tak bo ci struny popękają.- Dion westchnął ciężko bowiem nie spodziewał się, aż tak złej reakcji. Zwykle anioły były dobrze odbierane przez dusze podopiecznych. Widocznie musiał trafić na osobę niezrównoważoną psychicznie.- Z jakiegoś powodu przed twoją śmiercią nie miałem z tobą kontaktu. Jakby ktoś mi ciebie wymazał.
- No oczywiście, ale bowiem jesteś beznadziejnym stróżem!- stwierdziła i zrobiła parę wdechów na uspokojenie, cała jej twarz była czerwona. Musiała stanowczo złapać luz.- Koleś, który mnie zabił, rzucił na mnie klątwę. 
- A... To wszystko wyjaśnia.- Nie przejął się opinią ciemnowłosej bowiem Dion uważał, że jest wspaniałym aniołem stróżem. Trudno, że jedna czy dwie dusze na jego dyżurze zostały zabrane przez demony. Przystawił palce do brody w zastanowieniu.- Więc dlatego utknęłaś tutaj, a ja nie mogłem cię zabrać na górę. No dobra, załatwmy to co powinno być już zrobione od dawna. 
Blondyn klasnął w dłonie i zadowolony mógł się przyłożyć do odesłania duszy w zaświaty. Pati spojrzała na niego zdziwiona nie mogąc uwierzyć, że w tak prosty sposób może być to szybko załatwione. Szczerze mówiąc cieszyła się. 
- Naprawdę? To wspaniale!
Po jej słowach natychmiastowo coś chwyciło ją w pasie, a kiedy spojrzała w tył, dostrzegła Rajmunda. Widząc jego niezadowoloną twarz, przełknęła ciężko ślinę. Zapomniała całkowicie o nim! Jej usta niepewnie uniosły kąciki ust w głupim wyrazie.
- Chyba o czymś zapomniałaś.- rzekł chłodnym głosem, który, aż mroził włosy na karku. Zielone oczy wpatrzone były w piaskowego aniołka, który natychmiast gdy tylko zrozumiał z kim ma do czynienia, odskoczył w tył na bezpieczną odległość. Rajmund uśmiechnął się wrednie.- Jak zawsze asekurujecie się.
- Nie wiem po co ci ta dusza, ale nie pozwolę, aby wpadła w łapy kolejnego demona.- Dion wymieniał się z demonem spojrzeniami, które same w sobie mogłyby zamordować. Pati znajdowała się w środku oka cyklonu, całkowicie bezradna. Z jednej strony pragnęła odejść do nieba, ale z drugiej przecież miała dotrzymać słowa Erykowi, jak i Rajmundowi.- Radzę ci więc ją puścić nim wyciągnę broń. 
- Radzę ci się wycofać, chociaż może i nie. Zrobię sobie z twoich piór poduszkę.
- Obyś był wiecznie niewyspany.- Dion uśmiechnął się jedynie z kpiną, a następnie na jego plecach coś błysnęło, a pojawił się długi miecz, którego ostrze lśniło błękitnym kolorem. Broń była przyczepiona niczym magnez.- Dawno nie dołożyłem do kolekcji nowych szponów. 
Pati słuchała ich, obserwowała i miała wrażenie, że chłopcy jakby chcieli, to by się nawet dogadali. Pod względem humoru mieli chyba podobne gusta. Każde z nich chciało zamordować drugiego mimo, że anioły powinny raczej tego nie lubić. Niby toczył się spór o nią samą, a czuła się niewidzialna. 
- Ja się może odsunę?- spytała niepewnie. 
- Trzymasz się mnie. Te wrony są tak szybkie, że wolę nie ryzykować.- po tych słowach Rajmund podrzucił Pati w górę i przełożył ją sobie przez ramię. Dion cmoknął pod nosem i pokręcił głową.- Ona nawet do ciebie nie chce, palancie. 
- Nazywam się Dion.- stwierdził oburzony i sięgnął ręką w tył, złapał za czarną rękojeść. Miecz wyciągnął przed siebie, którego klinka pięknie lśniła. Pati niestety nie mogła niczego dostrzec, ale bowiem zwrócona głową była w przeciwnym kierunku.- A to jest Regis, który poszatkuje cię na kawałeczki. 
- Pierw będziesz musiał zdążyć uniknąć pocisku.- Rajmund wyciągnął spod płaszcza jedną ze swoim ulubionych giwer. Zmrużył oczy z lisim uśmiechem, a następnie bez ostrzeżenia zaatakował Diona.- Zatańcz.
Dion był na tyle szybki i sprawny, że unikał pocisków, poruszając się tak szybko, jakby teleportował się. W końcu wybił się w górę kiedy strzały na moment ustały, a gdy zamachnął się mieczem, z jego ostrza poleciało mnóstwo błękitnych, małych ostrzy, jakie wbite w ziemię pozostawiały ogromne dziury. Rajmund musiał unikać ich jak ognia, ale z Pati na ramieniu było to trudne. Wiedział, że może nie wygrać walki z takim balastem. 
Anioł potrafił wznosić się w powietrzu nawet bez skrzydeł, a przy swojej prędkości błyskawicznie dogoniłby przeciwnika. Demon był w kropce. Nie mógł oddać duszy, ale bowiem była mu potrzebna. Cieszył się, że jednak ją śledził przez cały czas, gdyż mógł nie zdążyć. 
Pati dyndała obijając brodą o jego plecy, nie była zadowolona z całej zaistniałej sytuacji. Najchętniej schowałaby się w czarnej dziurze, ale biorąc pod uwagę, iż dała słowo Erykowi i polubiła go, kibicowała demonowi. Na odejście w zaświaty przyszłaby jeszcze pora, a przynajmniej musiała w to wierzyć.
Rajmund znalazł się przy ścianie, a ostatni pocisk trafił mu w rękę, którą zasłaniał twarz. Jego płaszcz został przypalony, a ręka nieco poharatana. Widać było, że to naprawdę niebezpieczna broń. Zacisnął usta nie mając jak się dalej w tył ruszyć, a w dodatku nie miał czasu by się uleczyć. Dion już kolejną dawkę przygotowywał, a więc ciemnowłosy pobiegł wzdłuż ciemnej uliczki pozostawiając za sobą spore zniszczenia. Nikt nie przejmował się tym, że ludzie zauważali co się dzieje. Wszyscy jednak widzieli tylko Rajmunda, który uciekał teraz ulicą powodując na niej zamieszanie. Samochody uderzały o siebie, a on wskakiwał na poniektóre by tylko brnąć do przodu. Dion był w niewygodnej sytuacji, ale bowiem mógł jedynie ścigać swój cel. Nie darowałby sobie jeśliby jakiś człowiek ucierpiał. 
Demon na największym skrzyżowaniu ledwo co uniknął jadącej ciężarówki, która następnie uderzyła w najbliższy słup, a przewalony akurat poleciał na szybującego anioła. Blondyn w ostatniej chwili przeciął mieczem metalową konstrukcję co trochę go spowolniło. To dało szansę Rajmundowi, by przebić się poprzez ściany jakiegoś sklepu. Na szczęście nie zostawiał za sobą gruzów bowiem przedzierał się niczym duch, przetapiając.
Pati wyglądała na przerażoną, nie wiedziała co ludzie sobie później o tym pomyślą. Na pewno policja nie da im spokoju, a do tego doszło do wypadków i ludzie zostali ranni. Była wściekła na siebie samą bo mogło to się skończyć inaczej. Przecież nie musiała godzić się na odesłanie.
- Nie widzę go za nami!- krzyknęła kiedy Rajmund biegł poprzez salon fryzjerski, ale ludzie nie zwrócili na nich żadnej uwagi. Ciemnowłosy przebił się przez wielkie okno i wybiegła na kolejne skrzyżowanie. Tym razem przetapiał się przez każdy pojazd, a ludzie nie reagowali na to.- Dziwne.
- Teraz jestem jak duch, nie zobaczą mnie.- wyjaśnił od razu. Dotarli prędko do hotelu, a następnie schodami w górę bo tak było szybciej, niżeli windą. Gdy tylko znaleźli się na odpowiednim piętrze i w odpowiednim pokoju, mężczyzna opuścił ją na podłogę.- Nie mamy wiele czasu. Jeśli nic nie zrobię to nas wywęszy. 
- Co chcesz zrobić? 
Nie odpowiedział, nie miał tyle czasu, aby wszystko tłumaczyć. Wziął się za robotę, podwiną swój rękaw gdzie była rana od postrzału i wbił szpony we własne ciało, które zaczęło krwawić. Rajmund zebraną krew na ręku zaczął wymazywać przeróżne symbole na drzwiach, ścianach, oknach. Dziewczyna przyglądała się temu wszystkiemu, nigdy nie widziała tak pokręconych symboli. Dziwne kreski przypominały węże, płomienie, koła i inne wymyślne kształty. Pamiętała, że Tomek także miał pieczęcie na drzwiach.  
- To coś da? 
- To bariera jak i zagłuszymy jego radar.- oznajmił kiedy skończył. Złożył ręce jak do modlitwy co było dziwnym widokiem, a następnie wybełkotał coś pod nosem. Symbole zajarzyły się tworząc niewidzialną barierę.- Zdążyłem. Mam tylko nadzieję, że to zadziała i nie domyśli się.       
Pati przytaknęła głową, widziała, że to wszystko jakoś wpływa na demona, wyglądał na zmęczonego. Oparł się ręką o ścianę, a następnie usiadł na krześle, jakie stało najbliżej. Jedyne co im pozostawało to czekać.
- Musisz być na mnie zły.- stwierdziła siadając po turecku na podłodze. Spoglądała na niego, widziała w jego oczach jedynie obojętność.- Chociaż sama nie wiem. 
- W końcu to musiało się zdarzyć.- stwierdził patrząc na nią w nieco cieplejszy sposób. Opierał łokcie o kolana, a brodę o wierzchy dłoni. Z jakiegoś powodu nie odrywał od niej spojrzenia.- Duchy tak mają, że ciągnie ich do miejsca własnej śmierci. Dziwię się jednak, że tak późno tam dotarłaś. To miasto jest bardzo małe.
- Długo tak pozostaniemy?
- Póki nie odzyskam sił.- odpowiedział patrząc na swoją ranę, usiadł prosto i spróbował się wyleczyć. To nie zadziałało, ponieważ zaklęcia czerpią dużo energii, zwłaszcza te rzucane na anioły. Oparł się wygodniej o wezgłowie krzesła i zamknął oczy.- Daj mi parę godzin, do tego czasu nie wychodź stąd pod żadnym pozorem. 
- Masz to jak w banku, nawet nie lubię tego palanta.- stwierdziła uśmiechając się lekko, chociaż było jej żal samej siebie. Znów utknie na ziemi, chociaż mogła już być gdzie indziej. Spojrzała w stronę okna, przyglądając symbolom.- Że też takie gryzmoły dają taką moc.
Rajmund nie odpowiadał, ale bowiem wyglądał jakby spał. Dziewczyna spojrzała w jego kierunku, dopiero teraz zrozumiała jak bardzo musi być wyczerpany. Taki zgrywający ważniaka, ale jednak da się go pokonać. Musiał mieć ogromne doświadczenie.
Podniosła się z podłogi i podeszła do biurka, na którym leżały różne przedmioty. Musiała ćwiczyć nad dotykaniem przedmiotów, nie pozostawiać w tyle, aby jakoś trochę się przydać. Wyciągnęła rękę w kierunku długopisu i próbowała go dotknąć. To było jednak trudne i zaciskała zęby w skupieniu. Strącenie łyżeczki wydawało się teraz odległą przeszłością, fartem, albo zmyśleniem. 
- No dalej...- szepnęła wściekła na siebie, po czym nagle udało jej się przesunąć przedmiot. Zaskoczona i zadowolona, podskoczyła z radości. Spojrzała niepewnie w kierunku Rajmunda bojąc się, że go przez to obudzi, ale na szczęście tamten dalej spał.- Ok, jestem już pewna, że wiem o co chodzi.
Domyśliła się, że główną rolę grają uczucia i to one są odpowiedzialne za to, że potrafi czegoś dotknąć. Złapała głęboki wdech i ponownie dotknęła długopisu. Kiedy była bardziej pewna, starała się go objąć palcami i podnieść. Wszystko szło już o wiele łatwiej, a wcześniejsze trudności wydały się śmieszne.
Pati trzymała w dłoni długopis i obracała go w palcach z zadowoleniem. Następnie złapała za klamkę od szufladki i otworzyła ją. Wszystko napawało ją radością i dalej brnęła. Czuła się jak dziecko, które uczy się pierwszego słowa.
W szufladzie dostrzegła pewien notes, który miał brązową, grubą okładkę ze skóry. Wyciągnęła przedmiot i przyjrzała się mu z bliska. W drugiej dłoni dalej trzymała długopis. 
- Notes...- szepnęła cicho i usiadła na podłodze, otworzyła go i przewróciła większość kartek. Był całkowicie pusty. Uśmiechnęła się do siebie, a następnie zajrzała na pierwszą stronę. Kartka była w kratkę, ale nie przeszkadzało jej to.- Może cię wezmę, co? Zostaniesz moim pamiętnikiem? 
Jak zwykle mówiła na głos sama do siebie, spojrzała w górę myśląc nad pierwszym słowem. Znalazła jakieś zajęcie dla siebie, które miało sprawiać, że nie zapomni o niczym. Mogła się wygadać pustym kartkom, które wysłuchają jej zmartwień bez przerywania. To co kobiecie jest najbardziej potrzebne. 
- Em, kiedy to było? A, już wiem! 24.04.2013 r.
Zaczęła z lekkim uśmiechem na twarzy. 

C.D.N.  

poniedziałek, 6 maja 2013

"Obietnica"

"Obietnica"

Niektórych obietnic nie da się dotrzymać, ale zwykle nie obiecywałam nikomu czegoś niemożliwego. Jestem jednak pewna, że tą obietnice wypełnię. Bywają jednak takie chwile, kiedy mam wszystkiego dość i z chęcią bym się poddała. Czasami niebezpieczeństwo totalnie mnie przerasta. Mam także powoli dość Rajmunda... 
Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się odejść z ziemi, doznać wielkiego objawienia czy czegoś podobnego. Naprawdę czuję, że popadam w depresję, dlatego cieszę się, że ciebie mam. 
Obiecuję ci jednak, że się nie poddam. To trudne, ale wykonalne.

Kiedy tylko wróciła do pokoju, Rajmund już nie medytował. Uśmiechnęła się w jego stronę na powitanie co nawet i jego zaskoczyło po czym podszedł do dziewczyny i zbadał jej czoło czy aby nie ma gorączki. To było zabawne bo przecież nie mogła mieć.
- Co się stało, że tak promieniejesz?
- Dotknęłam łyżeczki!- pochwaliła się prawie, że skacząc z radości. Demon prychnął zawiedziony bo spodziewał się jakiejś super sensacji.- No przecież to niezwykłe! Mniejsza. Mam do ciebie ogromną prośbę.
W tym momencie złożyła dłonie jak do modlitwy i spróbowała wykonać trick oczami "kot ze Shreka". Rajmund jedynie pokręcił głową i palnął ją lekko w czoło.
- Przestań bo zaczynasz mnie przerażać.- stwierdził, ale za chwilę uśmiechnął się wrednie bowiem wiedział o co jej chodzi. W końcu posiadał dar jakim jest czytanie w myślach. Pati mogła o tym zapomnieć.- Nie dam rady, zapomnij. Ja nie jestem aniołem, abym odsyłał duszyczki do nieba. Pamiętasz gdzie jestem zameldowany?
Mina dziewczyny zrzedła, a cała energia opadła do zera. Mogła się właściwie tego spodziewać, ale wszystko działo się zbyt szybko by o czymkolwiek trzeźwo pomyśleć. Możliwe, że to także działało pod tym względem, iż była niezwykle naiwna.
- Zapomniałam...- szepnęła cicho, chociaż w głębi duszy miała nadzieję, że im się to uda. Ścisnęła mocno dłonie, aż poczuła jak paznokcie wbijają się w wewnętrzną część dłoni. Musiała iść i powiedzieć Erykowi, że może zabawić na ziemi kolejne sto lat.- To co my możemy zrobić?
- Ty nie możesz nic. Dusza sama musi chcieć odejść do nieba.
- Ale on bardzo chce.- uniosła lekko brew zastanawiając się nad tym. Eryk nie pragnął już żadnej zemsty, ale dalej tkwił pomiędzy piekłem, a niebem.- Coś innego może go tutaj trzymać?
- Czarna magia. Nie mówię, że to możliwe, ale istnieje mała, maluteńka szansa, że został przeklęty.- Rajmund podszedł do stolika i założył na siebie swój czerwony, skórzany płaszcz, który z tyłu posiadał kaptur, a sięgał mu po kolana. Poprawił swoje włosy, które pięknie falowały w powietrzu gdy nimi podrzucił.- Mogła to zrobić wiedźma, demon, sama dusza. Czasami po prostu ludzie mają pecha. Może poznał jakiegoś sukuba w przeciągu tych stu lat i się nie dogadali.
- Skąd wiesz, że sto lat?- zdziwiła się, że Rajmund o wszystkim wie skoro nie powiedziała o Eryku praktycznie żadnego słowa. Za moment jednak przypomniała sobie, że ten szpieguje jej w głowie, chociaż na pewno nie kryło się tam nic ciekawego i sensownego.- Przestań naruszać moją przestrzeń umysłową! Więcej tak nie rób.
- Taka już moja natura, robię to instynktownie i odruchowo. Właściwie lepiej jak wyczytam ci z myślach nim zdążysz wypaplać każde słowo.- stwierdził bezczelnie i wzruszył ramionami. Szczerze powiedziawszy jego nie interesował Eryk i miał w największym poważaniu czy będzie dalej tkwić na ziemi.- Zrozum, że my nie możemy niczego zrobić. Teraz i tak mam lepsze rzeczy na głowie. Znalazłem lokalizację gdzie ukrywa się najbliższy zbieg, musimy się tam udać.
- Nie ma mowy.- zaprotestowała otwarcie krzyżując ręce. Rajmund spojrzał na nią nieco poddenerwowany, ale starał się być spokojny. Nachylił się nad nią, a wtedy ich twarze były tak blisko siebie, że dziewczyna czuła jego oddech na sobie.- Ja... Nie rób tak!
Odsunęła się szybko gdyż jego wzrok był na tyle przerażający, że aż cała w środku drżała, a na dodatek naruszył jej przestrzeń osobistą. Demon robił co chciał i miał wszystko i wszystkich tam gdzie słońce nie dochodzi.
- Nie mamy czasu. Nie zabiję demona bez ciebie.
- Napluję ci na ten sztylecik jeśli ma to jakoś pomóc.- stwierdziła broniąc swojego. Postanowiła, że skoro ten tak potrzebuje jej pomocy to może się trochę posłuchać. Nie była żadnym narzędziem do zabijania demonów.- Eryk mnie potrzebuje.
- Zabiję tę duszę i po sprawie.- stwierdził kierując się do wyjścia, otworzył drzwi idąc korytarzem, a ciemnowłosa pobiegła za nim jakby ktoś ją poparzył w zad. Złapała go za rękę, ale ten nie stanął więc była ciągnięta.- Mam ważniejsze priorytety.
- Jeśli to zrobisz to będzie koniec!- wrzasnęła wściekła, a jednocześnie przestraszona bowiem wiedziała, że Rajmund byłby zdolny dokonać zbrodni na niewinnej duszy. Doszli w ten sposób, aż do windy nim ten zmienił zdanie.- Nie żartuję! Jeżeli stanie mu się krzywda, szukasz własnej duszy. Zawsze mogę zmienić swój cel pośmiertny.
Mężczyzna spojrzał na nią, a jego zielone oczy okazały zrezygnowanie. Wiedział, że Pati jest uparta i nie ugnie się. Nienawidził marnowania cennego czasu, a do tego ulegał duszy, którą mógł zmiażdżyć jednym palcem.
- Zaprowadź mnie do niego, mam parę pytań.
Ciemnooka kiwnęła głową i uśmiechnęła z zadowoleniem, że będzie po jej myśli. Mogła pomóc siedemnastolatkowi, który praktycznie miał duszę w wieku prawie, że sto siedemnastu, a więc nazwanie go małolatem było nie na miejscu. Podążyli więc pierw do dyżurki, ale Rajmund stał ciągle przed drzwiami gdyż nie był upoważniony. Pati była zmuszona przedostać się przez drzwi, ale gdy była już na miejscu i rozejrzała się, chłopaka nigdzie nie było. Pokręciła głową w niezadowoleniu ignorując śpiącego dozorcę, który tym razem chrapał tak głośno, że zbudziłby nawet zmarłego. Wróciła tą samą drogą.
- Nie ma go.- oznajmiła poprawiając swoje włosy, gdyż ostatnio trochę były niesforne. Rajmund rozejrzał się po korytarzu i skierował wzrok ku górze jakby jego oczy przenikały sufit.- Możemy go jednak znaleźć w jednym z pokoi.
- Wiem, ale bowiem go widzę.- odpowiedział rezolutnie i skierował się ponownie do windy. Dziewczyna pobiegła za nim prędko i mogli udać się wygodnie na ostatnie piętro. W końcu wydostali się na korytarz, a demon już dobrze wiedział, który pokój wybrać.- Mam tak jakby sonar na dusze.
- Sonar na dusze?- ciemnowłosa uniosła jedną z brwi w zastanowieniu. Wyobrażała sobie, że mózg demona to jakaś maszyna z nazbyt skomplikowanymi trybikami do ogarnięcia przez człowieka. Właściwie uważała go za maszynę do zabijania.- Więc mógłbyś znaleźć bez przeszkód inną duszę, taką jak ja, prawda?
- Gdyby to było takie proste to byśmy razem nie pracowali. Jeśli tylko umiera ktoś taki jak ty, anioł zstępuje i ją zabiera.
- Dlaczego więc po mnie nikt nie przyszedł?
- Tomek maczał w tym palce, bawił się w czarną magię.- odpowiedział i zapukał do odpowiednich drzwi, które za moment same otworzyły się. Pati weszła zaraz za długowłosym szukając wzrokiem znajomego siedemnastolatka.- Nie musisz się ukrywać, nie interesujesz mnie. Zawsze chowają się jakby przeżyli wielką traumę, a większość i tak nigdy nie spotkała demonów.
- Eryk?- Pati nie widziała nigdzie chłopaka, ale za chwilę coś wyłoniło się z szafy. Uśmiechnęła się z zadowoleniem bo okazało się, że to jej nowy przyjaciel.- Mówiłam, że on jest niegroźny.
- Bacz na swoje słowa.- mężczyzna spiorunował ją nieprzyjaznym spojrzeniem po czym usiadł na czarnym, skórzanym fotelu, który stał najbliżej niego. Musiał dbać o swoją mroczną reputację, ale Pati nie przejmowała się jego groźbami. Odkąd wiedziała, że jest mu potrzebna mogła sobie pozwalać na chwilę rozluźnienia.- Pierwszy raz widzisz kogoś takiego jak ja?
Eryk spoglądał na Rajmunda niczym czujny kot, nie zbliżył się ani na krok, a plecami opierał o szafę. Wiedział jednak, że nawet ucieczka nie dałaby mu zbyt wiele bo demony bardzo sprawnie potrafią łapać duszyczki. Nie odczuwał jednak, żadnych złowrogich zamiarów, a obecność Pati i jej lekki uśmiech dodawał otuchy.
- Nie.- odpowiedział dość niepewnie, ale starał się ukrywać swoje zlęknione uczucia. Widocznie to była tak zwana męska duma.- Jesteś drugi, poprzednim razem to była kobieta. W zasadzie mało co ją pamiętam.
- Nie wierzę, abyś mało co pamiętał. Spotkanie z demonem zazwyczaj zapada w pamięć.- Rajmund uśmiechnął się w ten swój kpiący sposób i zaczął bawić własnymi włosami. Długie pasma okręcał sobie wokół palców, a zielone oczy lustrowały postać nieznajomego mu ducha.- Muszę cię pochwalić za to, że tak sprawnie chronisz swój umysł. Dawno nie spotkałem duszy, w której umyśle nie mogłem grzebać. Naprawdę tkwisz tutaj aż sto lat.
- Mam ci podziękować za komplement?- chłopak prychnął i ściągnął lekko brwi, gdyż rozmowa dla niego nie należała do najprzyjemniejszych, a na dodatek musiał wysilić umysł i utworzyć barierę. Czuł od Rajmunda ogromną energię, która sprawiała, że coś w środku go dusiło.- Jeśli możesz mi pomóc to super, a jeśli nie, od razu odejdź.
- Coś taki złowrogo nastawiony? Pati trudno mi pomóc komuś, kto mnie nie lubi.- Rajmund zrobił udawanie smutną minę i spojrzał na swoją towarzyszkę, która jedynie przekręciła oczyma. Demon może i był przerażający, ale zarówno jego zachowanie było zdziecinniałe w pewnych momentach.- Myślę, że zostałeś przeklęty. Jeśli zrobił to demon nic na to nie poradzę.
- Jak to nie poradzisz?- Pati spojrzała na ciemnowłosego w zaskoczeniu. Nie wiedziała co to znaczy być przeklętym przez demona, ale miała nadzieję, że inny demon z łatwością złamie klątwę. Zastanawiała się czy w ogóle Rajmund jest szczery wobec nich.- Powiedz, że sobie jaja robisz. Jesteś demonem, potężnym i do tego wczorajszej nocy rozwaliłeś tamtego paskudnego.
- To była płotka.- oznajmił beznamiętnie, a następnie podniósł się z fotela i podszedł do Eryka, który stał dumnie z wypiętą piersią, a jednocześnie drżały mu kolana niczym przerażonego dziecka. Demon nachylił się nad nim gdyż był o wiele wyższy i zmrużył lekko oczy. Oparł się ręką o mebel i delektował zlęknionymi emocjami Eryka.- Demon który cię przeklął musiał cię nienawidzić bo bez powodu by tego nie zrobił. Czym zawiniłeś?        
Eryk czuł jego oddech na sobie, a przy tym taka bliskość wywoływała wstrząsy wewnątrz ciała, które tak naprawdę było niematerialne dla żywych. Przełknął ciężko ślinę nie patrząc na niego, a niebieski wzrok uciekał w bok szukając wsparcia u dziewczyny. Pati stała ze skrzyżowanymi rękoma na piersi, wyglądała na niezadowoloną zachowaniem Rajmunda, a jednocześnie zła na to, iż Eryk nie opowiedział jej o demonie.
- Nic wielkiego... Właściwie rozwaliłem tylko medalion.- odpowiedział niepewnie po czym nie wytrzymał i przeszedł przez drzwi szafy ukrywając się w jej wnętrzu. Tam mógł spokojnie odetchnąć oraz uspokoić się. Gdy w miarę poczuł się lepiej, wyszedł jej bokiem i stanął pod oknem.- Z początku chciała mnie zabić, ale potem uznała, że największą karą będzie to, że tutaj utknę na wieki.
- Tak samo jak ona.- Rajmund wyprostował się i oparł bokiem o drzwi szafy. Spojrzał na dziewczynę, która  chyba nie wiedziała o co tyle szumu.- To nie jest jakiś tam zwykły amulet. Bez amuletu nie możemy podróżować między światami. Ja także mam jeden.
Rozpiął swój płaszcz i wyciągnął spod koszuli medalion, który wyglądał jak zwykły czerwony kamyczek uwieszony na rzemyku. Pati przyglądała mu się przez jakiś czas, ale niczego niesamowitego nie dostrzegała. Wiedziała jednak, że to coś związanego z demonem.
- Więc jedyne wyjście na zdjęcie klątwy to znalezienie demonicy, tak?- spytała próbując analizować sytuację w jakiej się znaleźli. To mógł być spory problem i mogłaby przysiąc, że Rajmund nie zgodzi się na to.- Jakim cudem to zniszczyłeś?
- To się po prostu stało.- odpowiedział z lekkim rumieńcem na twarzy. Dziewczyna pokręciła głową, a długowłosy uśmiechnął się wrednie, jak to miał w zwyczaju robić. Dla niego sytuacja w jakiej znajdował się Eryk była komiczna.- Zrobiłem to na złość.
- Więc na złość tutaj utkniesz?!
- Spokojnie.- Rajmund zaśmiał się gładząc po brzuchu po czym zapiął płaszcz chowając przy okazji medalion, którego strzegł jak oka w głowie. Niby mały kamyczek, a tak potężna moc i krucha budowa.- Skoro ta demonica utknęła na ziemi, jest do ostrzału. Nie ważne jaki powód przebywania tak długo wśród ludzi, obejdę się z nią bez skrupułów, a przy okazji złamię pieczęć. Myślę, że prędzej czy później trafimy na jej trop.
- I to mi się podoba!- dziewczyna uśmiechnęła się w zadowoleniu i przytaknęła głową. Mogli przy okazji wykonywać zadanie jak i uwolnić Eryka. Idealne wyjście.- Upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu.
- O ile wiem do rzucenia klątwy trzeba sporej mocy, a więc nie będzie to takie proste. Nie cieszyłbym się tak na twoim miejscu.- Rajmund posłał Pati lisi uśmiech, ale sam był z tego powodu zadowolony  Uwielbiał walczyć z kimś, kto chociaż trochę sprawiał mu problemy. Dziewczyna nie cieszyła się już tak wielce wiedząc, że znowu będzie w niebezpieczeństwie, ale ostatnio jakoś jej się nic nie stało. Miała nadzieję, że demony dalej nie będą jej zauważać.- Idziemy, skończyłem już tu.
Mężczyzna skierował się do wyjścia nie żegnając się nawet z Erykiem, ale może to lepiej bowiem nie przeciągał odchodzenia. Eryk usiadł pod oknem rozluźniając się, mógł spokojnie odetchnąć i czuł się znów bezpiecznie gdy nie było demona w pobliżu. Pati stała jeszcze w miejscu spoglądając na siedemnastolatka.
- Trzymaj się staruszku, na pewno uda nam się załatwić tę wiedźmę.- rzekła z uśmiechem, a chłopak spojrzał na nią bez żadnego wyrazu. Widocznie nie do końca wierzył w to, że coś się im uda. Musiał bać się demonów przez właśnie tamtą kobietę.- Dotrzymam obietnicy więc czekaj na nasz powrót. Do zobaczenia.
- Pa...
Ciemnowłosa wybiegła z pokoju, drzwi były otwarte bowiem Rajmund nie raczył ich nawet za sobą zamknąć. Zbiegła sama schodami na dół, aż znalazła się przy recepcji. Ludzi wokół było mnóstwo, ale nikt nie zauważał jej obecności. Rozglądała się w poszukiwaniu demona w czerwonym płaszczu, a gdy znalazła go przy wyjściu główny, dobiegła.
- Cieszę się, że jednak dałeś się namówić.- odezwała się stojąc obok niego, mogli opuścić hotel. Pati była w dobrym humorze.- A wiem, nie odezwiesz się teraz do mnie. Chciałam cię tylko pochwalić.
Rajmund milczał, ale na ostatnie słowa dziewczyny spiorunował ją wzrokiem. Pochwała od człowieka, w dodatku nieżywego była kpiną i czymś haniebnym. Jeśliby chciał to na pewno w każdym momencie zmieniłby swoją decyzję, a dotrzymywał warunków tylko z jednego powodu. Pati była mu potrzebnym narzędziem i właśnie tak ją traktował.
Na dworze było jasno, dzień ciepły, a chodnik tłoczny. Demon nie był zbytnio zadowolony z tego, że musi chodzić popołudniu gdy słońce praży jego szarawą skórę. Ktoś mógłby pomyśleć, że jest chory, a ludzie i tak w większości zwracali oczy ku niemu. Zwłaszcza kobiety. Pati była w o wiele lepszym położeniu bowiem nie było szans, aby ktoś ją ujrzał.
- Może jakbyś zdjął płaszcz byłoby ci lepiej?- spytała zauważając, że ludzie wokół chodzą ubrani na krótko, a Rajmund paraduje jakby była jesień, a przecież początek lata. Dzieciaki biegały  w tę i z powrotem, a park który przemierzali był zaludniony. Czuć było nadchodzącą wolność, ale dla Pati już jej nie było. Nie czuła nawet promieni słońca na skórze.- Nudno kiedy udajesz normalnego...
Szepnęła spoglądając w bok, przyglądała się młodemu mężczyźnie, który bawił się ze swoim psem. Tęskniła za swoim dawnym życiem, albowiem wszystko napawało ją pustką. Zastanawiała się w jaką sukienkę do pogrzebu ją ubrali i jak jej rodzina zareagowała. To śmieszne, że dopiero teraz zamartwiała się o to.
Najbardziej żal było jej utraty najbliższej osoby, przyjaciółki. Miała mnóstwo fałszywych znajomych, którym nie powierzyłaby nigdy swych sekretów, ale tylko jedną prawdziwą bratnią duszę. Nawet żadnemu chłopakowi nie była wstanie zawierzyć, chociaż na brak adoratorów nie narzekała. Niby taka rozrywkowa dziewczyna, ale bardzo zamknięta w sobie.
Nim się obejrzała wyszli z parku i doszli do starej kamienicy, która praktycznie rozwalała się. Miasto nie miało niby pieniędzy na remontowanie zabytków. Spojrzała w górę przyglądając się oknom, parapetom i zauważyła, że mieszkania nie posiadają balkonów. Sama za życia mieszkała w wypasionym domu, który miał ogromny taras.
- To tutaj.- w końcu Rajmund przemówił. Dziewczyna spojrzała na niego i podrapała się po głowie nie wiedząc co tu robią. Zaraz sobie jednak przypomniała, że mieli znaleźć demona, a więc jej twarz pobledła, a zęby zacisnęły się mocno.- Wyczuwam potężną energię, aż się głodny zrobiłem.
- Głodny mordu?
- Po prostu głodny.- stwierdził i wszedł po schodach do klatki, której drewniane drzwi były już spróchniałe  a w korytarzu śmierdziało stęchlizną. Można by rzec, że idealna kryjówka dla demona. Wszystko kojarzyło się z brudem i piekłem.- Chyba nie muszę powtarzać w kółko, abyś uważała?
- Ja zawsze uważam.- stwierdziła wchodząc po schodach, trzymała się stale za jego plecami. Spojrzała na poręcze, które były uświnione, a gdzieniegdzie pozostawione ślady po gaszeniu papierosów. Farba już dawno odchodziła od ścian, a drewniane schody skrzypiały całe popękane.- Jakim cudem to jeszcze stoi.
- Ludzie są jednak ohydni skoro potrafią mieszkać w takich warunkach.- sam Rajmund wydawał się być zaskoczony wyglądem budynku. Na pewno w piekle miał niezłą rezydencje, a przynajmniej tak sobie go dziewczyna wyobrażała. Wielkie salony, a on w gabinecie na skórzanym fotelu, z fajką w gębie.- Dlatego załatwię to jak najszybciej.
- Zgaduję, że piekło wygląda podobnie?
- Kpisz sobie?
Spojrzała na niego zdziwiona po czym doszli na piąte piętro. Przeszli korytarzem do ostatnich drzwi, a ciemnowłosa przypominała sobie Tomka, który przecież mieszkał w podobnym miejscu. Tamta jednak kamienica była w o wiele lepszym stanie.
Rajmund dotknął zielonych drzwi, a następnie odsunął się i przywalił im z kopa. Drewno rozsypało się, a same drzwi wyleciały z zawiasów. Widocznie nie stawiał na zaskoczenie i nie wchodził w tryb ninja. Za moment wyciągnął spod płaszcza coś czego Pati by się nie spodziewała. W rękach trzymał dwie giwery, które wyglądały na naprawdę niebezpieczne.
- Kur...- Pati zakryła usta w zaskoczeniu, a następnie powolutku weszła za nim. Trzymała się jego pleców gdyż tam było najbezpieczniej. Chwyciła ręką o jego płaszcz, a ten prowadził ich wgłąb mieszkania, w którym roiło się od pająków, larw, a także innych robactw. Myślała, że świetną tarczę sobie znalazła kiedy za nią coś się pojawiło jakby z ziemi wyrosło.- R...Rajmund...
Wydukała z siebie gdy odczuła na swojej szyi coś zimnego i twardego. Rajmund spojrzał w tył i znieruchomiał kiedy zauważył, że za Pati stoi mała dziewczynka, która trzyma w ręku spory tasak i przykłada go do karku jego duszyczki.
- Rodzice nie nauczyli was pukać?- dziewczynka miała z siedem lat, a przynajmniej na tyle wyglądała dlatego ciemnowłosa była tak zaskoczona. Demon ukrywał się w ciele dziecka co było nie do odpuszczenia. Pati, aż krew zalewała, a przy okazji drżała w środku jak wystraszony kurak.- Odejdź Rajmund nim ostrze wbije się w tą wychudzoną szyję.
Rajmund wykonał ostrożnie jej polecenie i odsunął się od Pati, która stała niczym skamieniała. Mężczyzna uniósł w górę broń pokazując, że powoli je odkłada na stół jaki stał akurat obok. Znajdowali się w wąskim korytarzu gdzie na ścianach widniały ślady krwi.
- Ze wszystkich demonów to musiałaś być akurat ty...- rzekł uśmiechając się lekko, a dziewczynka patrzyła na niego zawistnie i czujnie. W każdej chwili mogła skrócić ciemnowłosą o głowę, chociaż nie wiadomo jakby to się skończyło.- Nie zmieniłaś upodobania droga Lilith.
- Lilith?- Pati otworzyła szeroko oczy ze zdziwieniem bo nie mogła uwierzyć, że grozi jej ktoś tak sławny. Dopiero teraz odczuła jak bardzo się boi.- Ta Lilith...?
- Zamknij się szmato.- dziewczynka przytknęła mocniej ostrze, aż powstała na skórze ducha rana, która jednak nie zaczęła krwawić. Pati skrzywiła się z bólu co dodatkowo ją zaskoczyło. Postanowiła, że będzie cicho.- Ty psie, ty ze wszystkich znalazłeś mój trop. Ukrywałam się tak dobrze, ale jednak! Och Rajmundzie, a tak bardzo byliśmy sobie bliscy. To wszystko Lucyfera wina, specjalnie cię przysłał do tego miasta. Tak bardzo mnie nienawidzi...
- W końcu z zazdrości zabiłaś jego ukochaną.- odpowiedział uśmiechając się lekko przez cały czas, jakby nie bał się o swoje jak i o życie swej towarzyszki. Czy naprawdę mógł mieć wszystko i wszystkich gdzieś? Może prowokował swoją postawą? Tylko on wiedział co mu siedzi w głowie.- Lilith i miłość, kto by pomyślał.
- Zasłużyła sobie na to! Szmata była tylko człowiekiem! Właśnie dlatego tutaj przybyłam, aby ich wszystkich zniszczyć.- jej oczy były również zielonego koloru jak u Rajmunda, ale jej włosy miały tak intensywnie czerwoną barwę iż gdyby falowały na wietrze wyglądałoby jakby płonęły. Demonica wyróżniała się także pergaminową skórą i niezwykłą urodą. Niczym saska laleczka w białej sukieneczce.- Zabicie ciebie tylko bardziej mnie uszczęśliwi. A zacznę od tej tutaj.
Pati poczuła jak Lilith drobna dłoń zaciska się na jej plecach i powoli palcami przebija przez ubrania i skórę. Dziewczyna syknęła chcąc się wyrwać, ale nie była wstanie. Dziewczynka miała tak ogromną siłę, że naprawdę można było uwierzyć, iż jest silnym demonem.
- Nie radzę.- Rajmund pokręcił głową patrząc przez chwilę jak ta powolutku próbuję dostać się do wnętrza ducha. Wydawał się jakby oglądanie tego sprawiało mu jakąś przyjemność. Pati jednak zacisnęła mocno usta czując, że ręka Lilith zatrzymała się, a same jej opuszki palców jedynie znajdowały się w kruchym, niematerialnym ciele. Nie mogła się ruszyć jakby jakaś siła ją blokowała.- Naprawdę nie radzę...
Lilith widziała w Rajmundzie jego prawdziwą postać, która tak bardzo zmroziła krew w jej żyłach, iż puściła dziewczynę. Za moment jednak zmarszczyła brwi i wyciągnęła ku swym nieprzyjaciołom dłoń, a całe pomieszczenie pokryło się oślepiającym światłem.
Ciemnowłosa opadła na kolana kuląc się z bólu, a Rajmund został oślepiony blaskiem. Zakrył oczy swoją ręką jednak to nic nie dało. Za moment jednak wszystko zgasło, ale Lilith zniknęła. Pati otworzyła oczy i spojrzała za siebie upewniając się czy dziewczynka nadal tutaj jest. Ulżyło jej.
Rajmund przez jakiś czas niczego nie widział, ale kiedy odzyskał swój zmysł, dostrzegł nieobecność czerwonowłosej. To było właściwie do przewidzenia, a znał każdą sztuczkę swej dawnej "przyjaciółki". Spojrzał beznamiętnie na ducha i ukucnął, przyglądał się jej zbolałej twarzy, która oblana była łzami. Widocznie rany były naprawdę bolesne.
- Będziesz tak na mnie się gapił?- wysyczała próbując wziąć się w garść jednak rany promieniowały ostrym bólem. Rajmund uśmiechnął się kącikiem ust i dotknął ręką jej pleców w miejscu gdzie znajdowały się dziury. Nie minęła chwila, a wszystko wyleczył. To samo zrobił z jej karkiem.- Przydałoby mi się coś takiego.
Odetchnęła kiedy ból całkowicie minął. Demony miały naprawdę fajne moce, aż zazdrościła im mimo wszystko. Rajmund wstał i podszedł do okna, które było całe upaćkane jakby nikt ich nigdy nie mył. Otworzył je na oścież i zaczął węszyć w poszukiwaniu uciekinierki.
- Zwiała.- warknął pod nosem i uderzył pięścią o biały parapet jaki pod wpływem ciężaru rozłamał się. Pati podniosła się z podłogi obserwując jego zachowanie, była zmartwiona. Nie chciałaby ponownie spotkać rudowłosej dziewczynki, która byłaby idealną postacią do roli potwora, w jakimś horrorze. Objęła siebie pocierając rękoma swoje ramiona.- Przebiegła jak zawsze, ale to w niej lubię.
- Miło, że się tylko tym przejmujesz.- ciemnowłosa była trochę oburzona tym, że Rajmund nie przejął się nawet trochę, iż została ranna. Wiedziała jakie ryzyko wiążę się z tą misją, ale nie miała innego wyboru. Nie mogła w tym momencie patrzeć na Rajmunda.- Myślisz, że to ona przeklęła Eryka?
- Lilith? Nie.- Rajmund odwrócił się w jej stronę. Nie było to w jego stylu przejmować się o kogokolwiek, ważny był zawsze tylko jego tyłek. W końcu to demon.- Znalezienie tego konkretnego będzie trudne, a nawet możemy nigdy nie trafić na jego trop. Wszystko zależy od szczęścia i umiejętności. Ktoś kto rzuca klątwę jest cholernie zdolny.
- Och...
Mężczyzna nie chciał marnować więcej czasu, a więc chwycił szybko swoje spluwy, schował je pod płaszcz, minął ducha i skierował się do wyjścia. Siedzenie w takim syfie było poniżej jego godności. Pati była zdenerwowana jego zachowaniem i tym jak ją obojętnie potraktował, ale nie powiedziałaby tego na głos. Rajmund jeśliby chciał to by wyczytał o tym w jej myślach.
Dziewczyna wyszła z kamienicy ociągając się w taki sposób, jakby chciała zgubić Rajmunda. Wiedziała jednak, że ten by się od niej sam nie odczepił, gdyż nie chciałoby mu się szukać innej duszki. Domyśliła się, że odejście samej z siebie byłoby niemożliwe. Musiała się jakoś do niego przyzwyczaić chociaż nie za bardzo go lubiła.
W końcu znalazła się przy wyjściu z klatki, a schodząc ze schodków nie dostrzegła, że Rajmund czekał na nią cały czas. Oparty o otwarte drzwi spoglądał jak ta podąża przed siebie. Wyglądał na naprawdę spokojnego, jakby nic się nie stało.  

C.D.N.  

czwartek, 2 maja 2013

"Podobny"

"Podobny"

Jakoś jego imię wyleciało mi z głowy, ale chciałam ci o nim opowiedzieć. Kiedy myślałam, że jestem jedynym duchem w mieście, spotkałam go w najmniej spodziewanym momencie i miejscu. Najlepszy hotel w mieście jest nawiedzony przez ducha pewnego dzieciaka! Zabawne, prawda? To właśnie on nauczył mnie pewnych rzeczy i uświadomił, że zemsta prowadzi tylko i wyłącznie do unicestwienia. Na szczęście to nie ja zabiłam Tomka. 

Zależy mi na tym, aby nieszczęśliwe dusze mogły odejść do nieba, zaznać spokoju mimo, że sama tutaj dalej tkwię. Mam nadzieję, że będę wstanie pomóc każdej osobie, którą spotkam. Robiąc dobry uczynek upewniam się, że dalej jest we mnie trochę z człowieka. Dlatego nie będę ufała Rajmundowi tak do końca, muszę myśleć trzeźwo.


Stanęli przed wejściem do najdroższego hotelu w mieście. Pati zerknęła kątem oka na Rajmunda z niezbyt zadowolonym wyrazem twarzy. Po walce jeszcze nie doszła do siebie w stu procentach, ale przynajmniej potrafiła jakoś funkcjonować, gdy tylko jednak słyszała jakiś szmer dochodzących z pobliskich krzaków uciekała za plecy ciemnowłosego. Teraz jednak próbowała sobie sama wytłumaczyć dlaczego demon chce korzystać z hotelowego pokoju.
- Wchodzisz czy będziesz podziwiać drzwi?- Rajmund już był przy wejściu kiedy ta obserwowała neonowy napis "Posejdon". Budynek był naprawdę ogromny i miał dziesięć pięter, do tego wszędzie czuć było klimaty londyńskiego luksusu. Drzwi były automatycznie rozsuwane ale i tak dziewczyna będzie musiała przechodzić przez materię mimo, że było to dosyć nieprzyjemne.- Pati nie rób ze mnie dziwaka, który gada sam do siebie, albo widzi duchy.
- Właściwie to widzisz duchy.- stwierdziła i zdmuchując kosmyk jaki spadł na jej oko trącony poprzez lekki wietrzyk. Weszła do środka stąpając po czerwonym dywanie, czując się jak gwiazda. Jako mała dziewczynka pragnęła po takim chodzić, ale bardziej jako jakaś modelka czy aktorka.- I tak wyglądasz wystarczająco dziwacznie, aby wzięli cię za świra czy psychopatę.
Gdy oboje weszli do środka mogli podziwiać wielki hol gdzie na podłodze wyłożony był ciemny parkiet, a czerwony dywan ciągnął się, aż do recepcji w której urzędowała jakaś młoda dziewczyna. To nie było nic dziwnego, że pracownica była bardzo ładna, zadbana i zapewne bez żadnego większego doświadczenia hotelarskiego.
Demon nie odzywał się ani słowem do ducha nie chcąc by ktoś podejrzewał go o swoje pochodzenia, chociaż w tych czasach podejrzewa się diabła we wszystkim. Z drugiej strony coraz większa rzesza nie myśli nawet o piekle i niebie.
- Witamy w hotelu Posejdon, w czym mogę pomóc?- blondynka stojąca za ciemnym, drewnianym kontuarem uśmiechała się promieniując dookoła, aż chciałoby się mieć w tym momencie słoneczne okulary. Mężczyzna odwzajemnił uśmiech w ten swój zniewalający sposób, a Pati przekręciła oczami udając, że jej tutaj nie ma i świetnie jej szło. Idealna aktorka do postaci ducha!- Polecam pokoje od wschodniej strony budynku, akurat niebawem będzie wstawać dzień więc wspaniały widok na słońce czeka Pana.
- Nie chcę widzieć wschodu słońca.- odpowiedział wesołym, rezolutnym głosem, rozglądał się przy tym jakby jasnowłosa piękność dla niego nie istniała. Dziewczyna ścisnęła mocno usta nie wiedząc co powiedzieć gdyż zwykle pewnie mężczyźni byli oczarowani jej głębokim dekoltem alabastrowej koszuli.- Do tego chcę pokój na samej górze. Płacę tym cacuszkiem.
Sięgnął ręką do kieszeni płaszcza i wyciągnął kartę kredytową. Skąd demon miał coś takiego? Przez cały ten czas Pati myślała, że ten jakoś ją zbajeruje, albo użyje magii by wpuściła ich za darmo. Musiała przyznać, że jej towarzysz bardzo zaskakiwał.
- Oczywiście...- recepcjonistka zajrzała do komputera sprawdzając, który pokój na danym piętrze jest wolny, a następnie odeszła pod ścianę gdzie stała ciemnobrązowa komoda z szufladkami, w których były karty hotelowe. Można by powiedzieć, że hotel był naprawdę przyzwoity i na pewno drogi.- Jaki czas pobytu?
- Dwie noce, nie więcej.- odpowiedział podając w końcu kartę i czekając, aż ta wszystko posprawdza i odbierze zapłatę. Kiedy wszystko było już uzgodnione w tym ich prostym systemie komputerowym, mogli odejść.- Dziękuję, kłaniam się nisko.
Ponownie uśmiechnął się w ten urzekający sposób i powędrował po świeżo umytym podeście do windy. Pati mogłaby stwierdzić, że podłoga była tak czysta iż ujrzałaby w niej swe odbicie, problem w tym, że żadnego nie posiadała. Weszli przez rozsuwane drzwi do windy, w której ściany były lustrzane, a jasnowłosa piękność nie odrywała wzroku od znikającego w niej demona, póki te się nie zamknęły.
- Skąd masz kasę?- Pati była dość ciekawska i do tego śmiało zadawała pytanie, wiedziała po prostu na co może sobie pozwalać. Spoglądała przed siebie chcąc doszukać własnego odbicia, ale oczywiście nie było go tam.- Jesteś przecież z piekła.
- Myślisz, że na ziemi legalnie demonów nie ma? Ja ścigam tylko te co uciekły, a kasa jest bo szef potrafi o nią zadbać.
- A więc przyznajesz się, że pracujesz dla kogoś?- uśmiechnęła się szyderczo, ale widząc Rajmunda potępiający wzrok, uspokoiła się.- No dobra, zapomnij. W takim razie powiedz mi czemu tutaj jesteśmy.
Winda zatrzymała się, ale nim Rajmund odpowiedział, wyszedł z niej. Widocznie bardzo zależało mu na tym, aby kamera nie zaobserwowała czegoś dziwnego w jego zachowaniu, na przykład, że rozmawia sam ze sobą. Zwracanie uwagi nie było mu na rękę.
Hol był długi, ściany pomalowane na jasny beż, a podłoga niezmiennie czysta i przejrzysta. Na ścianach można było podziwiać wspaniałe obrazy, oczywiście podróbki. Pod sufitem zawieszone kryształowe żyrandole, które musiały kosztować majątek, aż oczy szeroko otwarte pochłaniały całe otoczenie. Pati nigdy nie widziała czegoś tak wspaniałego i zarazem prostego.
W końcu dotarli pod odpowiedni pokój, a ciemnowłosy otworzył drzwi kartą. Dopiero teraz duszyczka spuściła mocno szczękę. Brązowe oczy zabłysły z dozą ekscytacji.
- Muszę poszukać pewnych informacji.- w końcu odpowiedział, podszedł do ogromnych okien i zasłonił szyby bordowymi zasłonkami. Rajmund wydawał się być obojętny, jakby urodził się w takim luksusie.- Dlatego też proszę, abyś mi nie przeszkadzała.
Dziewczyna jednak w tym momencie go nie słuchała gdyż latała w tą i wewte, aż nie mogła sobie darować tego, iż nie może niczego dotknąć. Pokój był przestronny, że zmieściłoby się tutaj niejedno wielkie mieszkanie. Ogromne łoże z baldachimem umieszczone było praktycznie na środku, meble wykonane z najdroższego materiału jak i zasłony czy inne okrycia, oraz ozdoby. Ściany kremowe, sufit podwieszany z przeróżnymi zdobieniami. W środku było wgłębienie, w kształcie prostokąta, a na bokach poprzyczepiane neonowe lampy. Na środku jednak wisiał wspaniały, ogromny żyrandol, który kusił, aby go ukraść.
- Rób swoje.- rzekła z radością i chciała usiąść na skórzanym, białym fotelu kiedy przeleciała przez materię i przyrżnęła tyłkiem o podłogę, którą okrywał puchaty, czerwony dywan. Syknęła z bólu i migiem poderwała się na nogi masując obolałe półkule.- Zapominam ciągle, że nie mogę niczego dotknąć. Dlaczego demony nie mają z tym żadnego problemu?
Rajmund widział tą całą sytuację i teraz na jego twarzy gościł szeroki uśmiech, oczy natomiast błyszczały w rozbawieniu. Próbował jednak nie śmiać się z niej na głos by ta oburzona nie obraziła się.Westchnął ciężko i zrzucił z siebie czerwony płaszcz, który powędrował prosto na czarny blat stolika stojącego pod jedną ze ścian.
- Lata praktyki.- odpowiedział wzruszając ramionami. Właściwie dusza od demona różniła się mocą, a większość demów dawniej była ludźmi.- Zajmij się czymś, może pozwiedzaj hotel bo ja teraz będę się przygotowywał.
- Do?- Pati uniosła lekko lewą brew przyglądając się jego poczynaniom. Rajmund podszedł do łóżka i wlazł na nie, następnie na środku usiadł po turecku i ułożył ręce jak do medytacji. W jego wykonaniu wyglądało to dosyć dziwnie bowiem nie przypominał potulnego mnicha.- Robi się dziwnie... Znikam na jakiś czas, ale nigdzie beze mnie nie odchodź.
- Masz to jak w banku. Jeszcze jedno zanim wyjdziesz. Mogę być przez długi czas nieprzytomny więc się nie martw.
- Martwić o ciebie? Bez przesady.
Dziewczyna prychnęła pod nosem i wybiegła z pokoju prosto przez drzwi, chciała mieć to szybko za sobą. Poruszanie się przez materie było odczuwalne w niewygodny sposób, którego nie dało się opisać. Idąc korytarzem zauważyła, że jakaś pokojówka wchodzi do windy, a więc dogoniła ją zanim drzwi się zatrzasnęły. Stanęła obok nieznajomej nie zauważając, że nie są same w windzie.
- Co do licha?- usłyszała chłopięcy, nieznajomy głos. Pati spojrzała za siebie dostrzegając niewysokiego chłopaka, może trochę młodszego od siebie. Zorientowała się, że ten patrzy prosto w jej oczy i wydaje się być zaskoczony. Winda stanęła, ale nikt poza pokojówką z niej nie wyszedł, a drzwi ponownie się zamknęły.- Kim ty do licha jesteś?!
Chłopak wydał się być bardzo wściekły w tym momencie, podszedł do ciemnowłosej i chwycił ją mocno za szyję podpychając na szklaną ścianę. Dziewczyna nie wiedziała o co mu chodzi, czuła ucisk na szyi, ale oczywiste było iż udusić się nie może. Światło w windzie nagle zaczęło mrugać jak na strasznych filmach których się naoglądała za życia.
- O co ci chodzi?- wydukała z siebie mimo wielkiego trudu. Zastanawiała się czy chłopak ma odbicie, a więc spojrzała w lustra przed sobą i nikogo nie zobaczyła.- D-duch...
- To jest mój hotel i żaden inny duch nie ma tu wstępu!- chłopaka błękitne oczy wydawały z siebie taką złą energię, że aż robiło się dziewczynie niedobrze. Nim ją zaatakował nawet wydawał się całkiem słodki, ale teraz był to wielki wulkan ognia. Ciemne włosy były z przodu zakrwawione, dobrze było to widać gdyż były ścięte bardzo krótko.- Tylko ja mogę tu straszyć.
Pati powoli miała dość tej sytuacji, a więc znalazła w sobie trochę odwagi i sprawnie odepchnęła mniejszego ducha. Nie mogła sobie pozwolić na to, aby dzieciak nią pomiatał. Chłopak zrobił parę kroków w tył i zrobił się momentalnie przestraszony. Dziewczyny wzrok porażał swą władczością i wściekłością, a barwa ściemniała tak mocno iż tęczówki zlewały się ze źrenicami.
- Słuchaj mnie ty mały gówniarzu! Jeśli zaraz się nie uspokoisz i nie okażesz szacunku to cię pożrę!
- Demon!- dzieciak pisnął zakrywając głowę rękoma co było dziwnym i paradoksalnym zachowaniem. Przed chwilą pełen gniewu chciał ją udusić, a teraz grał małą owieczkę, którą wilk zaczął napastować.- Ja tylko chciałem bronić swojego domu...
- A ja chciałabym świętego spokoju!- rzekła, ale dostrzegając wielką zmianę jaka w nim zaszła, uspokoiła się. Wzięła parę głębokich wdechów i spojrzała w bok zastanawiając się co tutaj ten dzieciak robi. Zginął?- Nie obrażaj mnie, jestem takim samym duchem jak ty. Jak się nazywasz?
- Eryk.- rzekł nieśmiało przyglądając jej uważnie. Ciekawiły go najbardziej te oczy, które w jednym momencie wróciły do normalności.- Ty też tutaj zginęłaś?
- Nie, ja tutaj tylko przejazdem. Spokojnie, nie zamierzam się zatrzymywać na dłużej, poza tym nie jestem sama. Ostrzegam więc że kolejny taki atak nie będzie już traktowany tak pobłażliwie. Ile właściwie ty masz lat?
- Siedemnaście.- odpowiedział poprawiając swoją czarną koszulę. Można było zobaczyć, że dzieciak był dobrze ubrany do tego w markowe ciuchy.- Nigdy po prostu nie spotkałem innego ducha.
Po tych słowach Eryk wcisnął jeden z guzików windy odpowiedzialny za drzwi i otworzył je. Pati ze zdziwieniem przyglądała się temu, jak się rozsuwają.
- Jak ty to zrobiłeś?- zamrugała parę razy i wyszła za nim z windy, gdyż chłopak widocznie chciał się zmyć, złapała go jednak za rękę.- Czekaj, chcę porozmawiać.
- Nie mam czasu.- odpowiedział wyrywając rękę z jej uścisku i pobiegł głównym korytarzem do drzwi, a następnie mijając recepcję skierował się w lewo. Pati z małym opóźnieniem pobiegła jego śladami nie zważając na obecność żywych wokół siebie. W końcu dobiegła do drzwi prowadzących na dyżurkę gdzie zapewne mieścił się cały monitoring. Wzięła głęboki wdech i przebrnęła poprzez drewnianą materię.
- Nienawidzę tego...- szepnęła biorąc głęboki wdech, a następnie dostrzegła jak chłopiec stoi przy wielkich monitorach, widać było w nich cały hotel. Podeszła powoli i stanęła obok Eryka, który wydawał się być wyjątkowo skupiony na swoim zadaniu.- Dlaczego to robisz?
- Bo ten idiota wiecznie śpi.- wskazał palcem na starszego mężczyznę, który rzeczywiście spał na fotelu. Facet miał potężny brzuszny balon zapewne od piwa, a do tego jakby ktoś rzeczywiście chciał się włamać, nie dałby rady dobiec na czas ze swoją kondycją.- Dlatego ja każdej nocy obserwuję otoczenie i chronię swój teren. Ostatnio bardzo często przychodzą tutaj chuligani i chcą niszczyć ściany na zewnątrz.
- To niedobrze. Zawsze zastanawiałam się dlaczego do ochrony dają tylko ludzi z grupą wyglądających w ten sposób.- zerknęła na śpiącego i wzdrygnęła się z obrzydzeniem.- No i co zrobisz jeżeli tej nocy także przyjdą?
- Wystraszę ich tym razem na śmierć...- rzekł z wrednym uśmieszkiem, opierał ręce o blat biurka na którym był syf. Pudełka po chińszczyźnie, papierki po batonikach i puste kubki po kawie; istny burdel.
- Chciałam cię spytać o ten guzik w windzie. Jakim cudem możesz dotykać rzeczy?
- Ty nie potrafisz?- Eryk wydał się naprawdę zaskoczony, podrapał po głowie i wzruszył ramionami.- W zasadzie ja także na początku miałem z tym problem, ale wystarczy dobrze się skoncentrować. Później będzie tylko łatwiej.
- Czyli nie będę musiała więcej przechodzić przez drzwi!- uśmiech zwiastował, że dziewczyna cieszyła się z tego powodu jak małe dziecko. Chłopak pokręcił głową i zerknął w monitoring. Dostrzegł znajome już sobie postaci, które zbliżały się w kierunku tylnego wyjścia. Bez żadnego ostrzeżenia wybiegł z dyżurki.- Ej, chwila! Dlaczego muszę ciągle za tobą ganiać?!
Nie mogła stać w miejscu, a więc ponownie za nim popędziła. Nie do końca znała drogę którą się przemieszczał więc musiała liczyć na farta, "szkodnik" był bardzo szybki. W końcu dostrzegła na ścianach zielone tabliczki "exit" i wszystko było już jasne. Gdy w końcu trafiła na miejsce i przebrnęła przez materie drzwi wyjściowych, zauważyła jak za wielkim śmietnikiem jej nowy znajomy się ukrywa.
- Znalazłam cię!
- Cicho bądź!- chłopak spojrzał na nią w taki sposób, że dziewczyna poczuła się naprawdę skarcona. Zacisnęła usta by nie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Eryk wrócił do obserwowania czwórki małolatów, którzy ze sprayem w rękach nacierali na piękną, śnieżną ścianę budynku. Widać było co chcieli uczynić.- Całe moje życie byłem uczony kultury, manier, a więc nie rozumiem takiego zachowania. Jak można dewastować czyjąś własność.
- Spokojnie...- szepnęła cicho kryjąc się razem z nim i obserwując osoby, których głowy przykrywały kaptury.- Więc jaki jest plan?
- Bierz kamienie, które tu leżą.- Eryk wziął od razu jeden większy, ale nie spuszczał wzroku ze swych "ofiar". Widocznie chciał ich wystraszyć, a przynajmniej tak się wydawało.
- Przecież mówiłam, że nie potrafię!
- To dobra okazja, abyś się nauczyła.
Ciemnowłosa przekręciła oczami i kucnęła. Spojrzała na kamienie i wybrała jeden z nich, gdy jednak ręka stykała się z materią, przechodziła przez nią. Westchnęła ciężko totalnie zdołowana i zrezygnowana mimo, że to dopiero pierwsza próba.
- To nie jest łatwe.- stwierdziła i kilka razy próbowała stykać rękę z kamieniem jednak, ani razu nie była nawet blisko osiągniętego celu. Eryk spojrzał na dziewczynę i walnął ją w tył głowy.- A to za co!?
- Za to, że mnie w ogóle nie słuchasz, a oni za moment zaczną rysować.- stwierdził i wyłonił się zza śmietnika, chociaż tak naprawdę od samego początku nie musiał się ukrywać.- Miałaś się skoncentrować.
Dziewczyna masowała się w tył głowy gdyż uderzenie nie należało do najlżejszych. Za moment spojrzała ponownie na kamienie i zacisnęła mocno zęby starając się skoncentrować. Widać, że z trudem jej to przychodziło. Niestety ani razu nie udało jej się dotknąć kamienia.
Chłopak przekręcił oczyma i zamachnął się rzucając wielkim kamieniem prosto w głowę jednego z dzieciaków. Niestety kamień zrobił mu krzywdę i zakapturzony upadł na chodnik. Reszta zaczęła się rozglądać i krzyczeć by duch wyszedł i pokazał się, a nie ukrywał niczym tchórz. Pati widząc całe zamieszanie podbiegła do Eryka i złapała go za rękę gdyż ten chciał wziąć kolejny kamień i uczynić ponownie to samo.
- Chcesz ich pozabijać! Ten dzieciak leży nieprzytomny!- wrzasnęła wściekła. Pozostała trójka nawet nie zajęła się swoim towarzyszem, a zdezorientowani i wystraszeni wzięli nogi za pas. Widocznie musieli wcześniej mieć do czynienia z dziwnymi wypadkami bo na pewno nie pierwszy raz przychodzili pod tą ścianę. Widać było w końcu niedokończone grafity.- Co ci strzeliło do łba? Miałeś ich tylko wystraszyć!
- Miałem ich wystraszyć na śmierć!- rzekł odpychając ją od siebie i podszedł do nieprzytomnego dzieciaka, ukucnął przy jego głowie z nieprzyjaznym nastawieniem i niezbyt dobrymi zamiarami.- A teraz odpłacę się takim tchórzom!
- To się robi coraz bardziej porąbane.- warknęła podbiegając do niego ponownie i stanęła za nim odciągając za ramiona od biednego, nieprzytomnego dzieciaka. Oboje przewrócili się na chodnik.- Chcesz go skazać na nasz los? Naprawdę chciałbyś nosić takie brzemię?
- Puszczaj! Zasłużył na o wiele gorszy los!- dzieciak wydawał się niesamowicie mściwy, jakby chciał dokonać jakiejś wielkiej zemsty.- Wiecznie uczynny chciałem pomagać takim frajerom, a oni w zamian pozbawili mnie życia!
- Spokojnie...- musiała trzymać go dosyć mocno, aby ten się nie wyrwał i nie zrobił niczego głupszego. Pati miała teraz dobry wgląd na jego czubek głowy by zauważyć wielką ranę. Wyglądało to tak jakby dostał ogromną cegłą.- Uwierz mi, że nie chcesz być taki jak oni. Jeśli go zabijesz to wtedy zatracisz samego siebie...
Eryk uspokoił się, a w jego oczach widać było łzy, które zbierały się w kącikach. Spuścił głowę i zakrył swoje oczy rękoma. Widocznie słowa dziewczyny uświadomiły mu bardzo wiele. Pati było żal dzieciaka i nie mogła go zostawić samemu sobie.
- Nie jestem taki jak oni...- rzekł przecierając oczy, czuł jak uścisk zelżał. Widocznie ciemnowłosa uznała, że ten nie zrobi już niczego karygodnego.- Zostawmy go tak.
- Dobrze wiesz, że nie możemy.- westchnęła ciężko i puściła go całkowicie, wstała z ziemi i poprawiła swoje włosy. Musiała coś wymyślić i jedyny plan jaki przyszedł jej do głowy to Rajmund. Spojrzała na siedzącego jeszcze na ziemi Eryka i uśmiechnęła się lekko.- Chodź, poznasz kogoś.
Czarnowłosy spojrzał w górę i widząc jej uśmiech, odwzajemnił go. Kiwnął lekko głową i podniósł się z chodnika, otrzepał spodnie i skierował za dziewczyną, która zaprowadziła go do swojego pokoju hotelowego. Nie do końca wiedziała czy powinna to robić, ale innego wyjścia nie było. Zapomniała przy okazji co mówił jej demon gdy wychodziła na przechadzkę.
W końcu dotarli do pokoju, a gdy tylko niebieskooki dostrzegł demona siedzącego na łóżku, wystraszył się i schował za jej plecami. Pati zaśmiała się przypominając sobie siebie gdy też pierwszy raz zobaczyła długowłosego pana w skórzanym płaszczu. Polubiła go trochę, może głównie dlatego, że dokonał zemsty za nią.
- Rajmund!- zawołała głośno, jednak mężczyzna nie reagował w żadnym stopniu.- No fakt, miałeś być nieprzytomny jakiś czas. Eryk musimy znaleźć inny sposób. Przestań się mnie tak czepiać.
Czuła palce na plecach, które wbijały się w jej skórę. Siedemnastolatek prawdopodobnie albo pierwszy raz widział demona, albo miał z nimi same przykrości. Złapała dzieciaka za rękę i wyprowadziła z pokoju gdzie tam mógł złapać głębszy oddech.
- Dlaczego paradujesz z demonem!- Eryk nie mógł widocznie tego zrozumieć. Potarł swoje ramiona jakby bardzo zimno mu się zrobiło.- Skąd go wytrzasnęłaś?
- Uratował mnie.- odpowiedziała spoglądając w bok gdyż przyznanie się do tego było niesamowicie zawstydzające. To prawda, że Rajmund uratował ją poza tym zawdzięczała mu wiele. Dał jej cel, który sprawiał, że na czymś się mogła skupić.- Nie jest wcale taki zły na jakiego wygląda.
- To demon, one są złe. Jeśli już się upierasz aby z nim zostać to proszę, abyś na siebie uważała. To wilk w owczej skórze, który zdradzi cię przy pierwszej lepszej okazji.
- Ale my nie jesteśmy parą!- wrzasnęła gdyż siedemnastolatek widocznie zrozumiał to wszystko w ten sposób. Całe policzki zaszły jej różem a wyobrażenie sobie siebie z mężem demonem u boku było uwłaczające.- On uratował mnie, zabił mojego mordercę i pomagam mu. To tyle.
- A... no to dobrze. Tak czy siak i tak uważaj i pod żadnym pozorem nie zakochuj się.
- Masz to jak w banku.- dziewczyna zaśmiała się i zmierzwiła mu włosy ręką tak jak często sam Rajmund jej robił. Za moment poczuła, że jest mokra od krwi więc wytarła się w spodnie z lekkim zniesmaczeniem.- Musimy znaleźć inny sposób i chyba wiem jaki. Obudzimy dozorcę.
- Możemy spróbować, ale wiedz, że ma ciężki sen.
To jedyne co mogli w tym momencie zrobić, a więc wrócili do sali z monitorami gdzie zastali tam dalej śpiącego faceta. Pati przyjrzała mu się uważnie i była zaskoczona, że ten w ogóle nie chrapie. Podrapała się po głowie i zerknęła na Eryka, który także próbował coś wymyślić.
- Darcie się do ucha niczego nie przyniesie.- stwierdziła przystawiając sobie palce do brody niczym myśliciel.- Weźmiemy coś i zaczniemy walić o rury? Albo może ma telefon i nastawimy budzik?
- Możemy spróbować.- chłopak rozejrzał się i zajrzał do szuflady biurka, wyciągnął metalowe łyżeczki i chciał podać jedną Pati kiedy przypomniał sobie, że ta nie potrafi dotykać przedmiotów.- Sam to zrobię, a ty dalej ćwicz.
Dziewczyna zmarszczyła lekko brwi gdyż nie była z siebie zadowolona. Eryk robił to z taką łatwością jakby dalej był żywy. Gdy ten odłożył srebrny sztuciec na biurko, spróbowała ponownie, aż miała wrażenie, że od tego skupiania głowa ją rozboli. Siedemnastolatek próbował w tym czasie walić tak głośno w rury od kaloryferów, że sam po jakimś czasie miał tego dosyć. Dźwięk był naprawdę okropny, ale mężczyzna w dalszym ciągu spał.
- To nic nie da. Znajdę telefon.
Chłopak zajrzał w spodnie mężczyzny i robił to tak delikatnie i powoli jakby bał się, że go obudzi. To paradoksalne skoro mieli to na celu. Gdy znalazł czego szukał, zaczął grzebać w ustawieniach i udało mu się nastawić budzik za minutę. Włożył ponownie telefon do kieszeni.
- Jeśli to go nie obudzi to ja już się poddaję.- Pati przyglądała się łyżeczce, a przy tym miała na uwadze obserwować dzieciaka. W końcu budzik wydarł się wraz z wibracją, a gruby dozorca poderwał się z krzesła niczym porażony prądem.- Bingo!
Pati pod wpływem zadowolenia machnęła ręką, a łyżeczka spadła na podłogę. Nie miała zielonego pojęcia jak to zrobiła, przy czym zaczęła skakać jak powalona ze szczęścia.
- No widzisz, że to nie takie trudne? Widocznie pomogły ci w tym emocje.- chłopak uśmiechnął się lekko, a następnie zwrócił uwagę na dozorcę, który wyłączył właśnie budzik. Teraz mieli kolejny problem, aby zwrócić jego uwagę na odpowiedni monitor.- Ej stary pryku, tutaj patrz!
- Raczej darcie się nic nie da.- Pati wiedziała, że musi coś wymyślić zanim ten ponownie pójdzie spać, a już siedział wygodnie na krześle. Spojrzała na Eryka, który widać, że także coś kombinuje.- Może złap go za głowę i skieruj ją na monitor? Tego chłopaka łatwo zauważyć. Ja pierniczę dlaczego tacy ludzie dostają robotę, a jej wcale nie wykonują, a ja miałam wieczne problemy ze znalezieniem jakiejkolwiek!
- Dobra, o ile nie padnie na zawał...- siedemnastolatek nie uważał, aby to był dobry pomysł, ale zawsze to było coś. Stanął za facetem i złapał go lekko za głowę którą skierował w bok na monitory.- No zauważ go!
Wystraszony i zdezorientowany dozorca spojrzał na monitor i rzeczywiście dostrzegł leżącego chłopaka, który widocznie był albo martwy, albo nieprzytomny. Zerwał się z krzesła, zabrał swój cenny paralizator i pałkę, które leżały pod biurkiem i wybiegł zapominając o tym, że coś nakierowało jego głowę. Może pomyślał, że mu w mięśniach nawala?
- Uff, jeszcze chwila, a byśmy musieli zanieść tego dzieciaka do szpitala. Dziwne byłoby widzieć jak dresiarz lewituje w powietrzu z całkowicie rozdupczoną głową.- stwierdziła opierając jedną rękę o swoje biodro.- Cieszę się jednak, że go nie zabiłeś.
- Nie poniżę się do stopnia takiego frajera.- Eryk prychnął pod nosem lekko oburzony i spojrzał w bok wydając się taki jakiś cichy. Może wewnątrz trochę żałował, że jednak nie zabił tego dzieciaka.- Mam nadzieję, że to pozwoli mi odejść.        
- Chcesz pójść do nieba?- spytała przekrzywiając lekko głowę na bok. Zastanawiała się od ilu już nie żyje i jak trudno było mu tutaj być samotnym.- No tak to głupie pytanie, oczywiście, że chcesz. Właściwie to ten dzieciak cię zabił?
- Nie.- odpowiedział niepewnie. Pati zmarszczyła lekko brwi dość poddenerwowana, że ten chciał zabić niewinnego dzieciaka. Nie mogła jednak go skarcić bowiem pod wpływem emocji duchy robią głupie rzeczy.- Ten co mi to zrobił dawno musi nie żyć. To zdarzyło się prawie sto lat temu.
- Tak długo?!- ciemne oczy rozszerzyły się w zaskoczeniu. Nie wyobrażała sobie, że sama mogłaby utkwić na ziemi w postaci ducha przez sto lat. Wzdrygnęła się na samą myśl o tym.- Znajdziemy jakiś sposób, aby cię odesłać. Jak tylko Rajmund się ocknie, porozmawiam z nim.
- Dobrze, ale beze mnie. Nie chcę być blisko demona, poza tym ty też nie powinnaś.
- Wiem, wiem, ale nawet za życia byłam naiwną dziewczynką.- zaśmiała się kierując w stronę wyjścia. Była zadowolona z tego, że mogła komuś dzisiaj pomóc i że udało jej się strącić łyżeczkę ze stołu.- Poczekaj na mnie, wrócę za jakiś czas.
- Jeśli nie będzie mnie tutaj to sprawdź pokój numer 203.  
- Do zobaczenia.

 C.D.N.            

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

"Niebezpieczeństwo"

"Niebezpieczeństwo"

Dawno, dawno temu mój starszy brat kupił sobie ptasznika którego nazwał Edek. Od tamtego momentu nigdy nie weszłam do jego pokoju, ale to nie było ważne, tam i tak niczego nigdy nie było poza wiecznym bałaganem. Pewnego ranka Edek uznał, że ma dosyć siedzenia w terrarium i udał się na zwiedzanie naszego mieszkania, aż tak upodobał sobie łazienkę iż w niej zamieszkał. Nim brat zauważył jego zniknięcie ja postanowiłam wziąć prysznic nie zdając sobie sprawy z czyhającego tam niebezpieczeństwa. Gdy chciałam już sięgnąć po ręcznik, nagle coś włochatego spadło z niego na kafelki, a ja doskonale rozpoznałam włochate odnóża. To był Edek! Zaczęłam piszczeć tak głośno, że chyba obudziłam sąsiadów... Z chwili na chwilę widząc, że chodzi po łazience czułam narastające niebezpieczeństwo i że moje życie jest zagrożone. To był chyba najgorszy dzień mojego życia. 
Teraz gdy wspominam całą tą historię chce mi się śmiać gdyż w porównaniu do tego co teraz przeżywam to drobnostka. Cóż strasznego jest w małym pajączku w porównaniu do ogromnego potwora? Teraz już wiem, że następny dzień może być już tylko gorszy od poprzedniego.

Stanęła w jednej chwili tak jakby coś się do jej stóp przykleiło. Tak naprawdę to co jej powiedział wywołało kolejną falę szoku, a ostatnimi czasy tego było naprawdę za wiele. Jeszcze chwilę, a będą musieli ją zamknąć w zakładzie dla obłąkanych duszyczek, albo odesłać prosto do piekła przy czym ma teraz sposobność się tam dostać. Gdy jednak jej przeszło, a mózg przetworzył wszelkie dane, pokręciła głową w akcie protestu.
- Nie ma mowy! Ja się nie nadaję do zabijania.- uśmiechnęła się niepewnie nieco bledsza.- Poza tym jak można zabić coś co nie żyje? Demony to byty niematerialne.
Rajmund spojrzał na nią w taki sposób jak patrzy się na ludzi, którzy po prostu wyglądają jak pożal się ofiary losu, albo brakuje im piątek klepki. Podszedł do niej i chwycił za rękę ciągnąc za sobą bowiem nie zamierzał tkwić w jednym miejscu gdy już się znalazł na ziemi i ma do niej pełny dostęp. Chyba nie przejmował się tym, że ludzie będą dziwnie spoglądać na jego zęby i paznokcie, ale znał te czasy i sposób myślenia małolatów. Dziwne to modne!
- Mogłabyś się zachowywać?- spytał patrząc wprost przed siebie i nie reagując iż dziewczyna ciągnie się jak szalona.- Zabicie demona nie jest wcale takie trudne, wystarczy umieć walczyć i wiedzieć gdzie wbić srebrny poświęcony sztylet. Wbija się go w serce.
- Zostaw mnie!- krzyknęła ciągnąc się przez ten cały czas bo odechciało już jej się za nim podążać głównie dlatego, że wiedziała iż obcowanie z takim typem prowadzi do prawdziwych kłopotów.- Ja nie potrafię walczyć i nie skrzywdziłabym nawet muchy!
- Ale Tomka z chęcią byś zabiła.- rzekł rozbawiony jej rozumowaniem.- Spróbuj zrozumieć sama siebie, pragniesz śmierci człowieka który cię zabił, ale jeśli chodzi o potwory które krzywdzą innych, niewinnych to masz za przeproszeniem to w dupie. Egoistka.
- Nieprawda...- słysząc jego słowa uspokoiła się.- Ja po prostu czułam taki gniew...
- A nie czujesz gniewu kiedy pomyślisz, że jakiś obleśny demon zabiera duszę małego dziecka? Nie czujesz wściekłości kiedy potwór odbiera życie matce w ciąży i jej nienarodzonemu? Właśnie tacy są których ścigam.
W tym momencie puścił jej rękę i sam przystanął. To co powiedział przeszło z trudem przez zęby, ale musiał ją uświadomić i przekonać. Dlaczego była mu taka potrzebna? Spotkali się całkowicie przypadkowo, a jednak usilnie starał się ją nakłonić do towarzystwa i wspólnej misji.
- Czuję.- odpowiedziała stając za jego plecami, opuściła jednak głowę bo było jej troszkę wstyd. Czuła w sercu zmieszanie i silną potrzebę wytłumaczenia się.- Kiedy o tym pomyślę wiem, że nie mogę do tego dopuścić, ale jak ja mogę ci się przydać? Naprawdę nie potrafię walczyć i zabić.
- Kochana, zabijać to ja będę. Widziałaś mnie przed chwilą w akcji?- odwrócił się przodem w jej stronę i znowu uśmiechnął w taki sposób, że aż odbierało dech w piersi.- Szczerze przyznam, że spotkanie ciebie oszczędziło mi trudu szukania jakiejś niewinnej duszy, a jak zauważyłaś trudno w tej okolicy o innego ducha. Mój sztylet nie zadziała jeśli nie będę miał przy sobie czegoś świętego.
- Ale ja nie jestem święta.- zdziwienie rysowało się w jej oczach.
- Jesteś bytem nieskalanym, zawsze uczynną, a to że chcesz mi pomóc oznacza, że w twym sercu kryje się wiele dobra. Oczywiście z twoją naiwnością i brakiem talentu do obrony przed psychopatami będziemy musieli potrenować.- zaśmiał się znów targając jej włosy, ale w ułamku sekundy jego mina zmieniła się drastycznie. Zielone oczy błysnęły, a zębiska wydłużyły się.- Ciii...
Pati prawie uciekła w tył gdy to zobaczyła, ale czuła że ten nie uczyni jej krzywdy. Rozejrzała się na boki kiedy tylko dostrzegła jak ten obserwuje otoczenie, chyba coś ich śledziło. Miała nadzieję, że chwilę potrwa nim cała ta ich przygoda się rozpocznie i zdąży się jakoś psychicznie nastawić, ale jednak los bywa brutalny i rzuca prosto na głęboką wodę.
Na ulicy było spokojnie, a noc ozdobiona gwiazdami i księżycem; idealna, bezchmurna, bezwietrzna pogoda. W budynkach światła były pogaszone co oznaczało iż mieszkańcy raczej śpią bądź nie ma ich w ogóle w mieszkaniach, a sklepy dawno pozamykane. To nawet wydawało się dziwne, że żadnego 24/7 monopolowego i pijaczków w krawężnikach. Wszystko byłoby miłe i sympatyczne gdyby nie to, że nagle w ich stronę poleciał jakiś znak drogowy, który nie wiadomo skąd został wyrwany.
Rajmund w ostatniej chwili osłonił swoją duszyczkę przed atakiem śmiercionośnego przejścia dla pieszych, a Pati jak to wystraszona dziewica pisnęła na całe gardło. Nim się zorientowała została porwana w ramiona Demona i niesiona przecznicami wędrowała nie wiadomo gdzie, uciekając przed nie wiadomo kim.
- Co to, co się dzieje!- krzyknęła obejmując Rajmunda za kark gdyż ten po prostu biegł trzymając na rękach niczym pannę młodą.- Co to za kurna atak! Zaraz dostaniemy jakimś automatem na zimne napoje?!
Demon zmarszczył brwi, a jego źrenice świeciły jakby miast oczu miał reflektory. Widać, że nie wyglądał nazbyt zadowolonego, a wręcz był wściekły. W końcu dobiegł do pobliskiego parku i stanął pomiędzy drzewami. W zasadzie ten park był tak zalesiony, że przypominał mini las. Zaraz postawił Pati na ziemię, ale dalej pozostawał czujnym wiedząc, że atakujący nie odpuści nigdy.
- Musisz być teraz bardzo ostrożna, nie gwarantuję że nic ci się nie stanie.- powiedział będąc całkowicie szczerym wobec niej.- Nie myśl sobie, że jeśli raz umarłaś to już drugi raz nie możesz.
Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona i migiem pobladła. To wszystko stawało się być dla niej nie do pojęcia. Jak wytłumaczyć komuś, że duch może ponownie umrzeć? Właściwie jakim cudem zabić coś co już dawno nie posiada w sobie ludzkiego ciepła, bijącego serca czy krwiobiegu.
- O czym ty do mnie mówisz? Przecież ja już nie żyję.
- Wytłumaczę ci to tak: duszy nie można zabić, duszę można zniszczyć, a wtedy już niczego nie ma. Nicość przykrywa twoją świadomość i nic cię nie zdoła uratować. Nawet demony tak kończą.- jego słowa brzmiały tak lodowato jakby wręcz jej groził. Pati zadrżała plecami zbliżając się do konara pobliskiego drzewa, oparła się.- Dlatego bądź czujna. Śledzi nas na szczęście jeden demon, ale nie spodziewaj się, że będzie miły czy łaskawy. Spotkasz coś co może się skrywać tylko w twoich koszmarach sennych.
Ciemnooka przełknęła ciężko ślinę po czym silny wiatr dął jej w twarz, aż musiała osłonić się ręką. Miła i ciepła pogoda zniknęła, a dookoła liście zaczęły krążyć niczym sterowane niewidzialnymi sznureczkami. Wiatr napierał na nich coraz bardziej, aż gałęzie zaczęły się łamać, a Pati wbijała się coraz bardziej w pień. Rajmund jednak stał twardo na ziemi niczym największa góra, której nawet czas nie położy. Taka była prawda, był potężny.
Cóż tak okropnego czaiło się w ciemnościach skoro nawet Rajmund czuł się zagrożony i ostrzegał duszyczkę? Demon patrzył prostu przed siebie nie zważając na to, że jego włosy ciągnął z tyłu wiatr, a pozrywane gałęzie czasem przelatywały mu koło twarzy zaczepiając i raniąc poszarzałą skórę. Szybko jednak największa ryska znikała świadcząc o wspaniałych właściwościach regenerujących tych istot.
W końcu jednak usłyszeli ryk tak potężny, że pobliskie zwierzęta zaczęły uciekać prosto na ulice, a ciemnowłosa zakryła uszy chroniąc bębenki. Wiedziała, że na ucieczkę już dawno za późno i najbezpieczniej będzie pozostać przy Rajmundzie. Obserwowała jednak otoczenie spomiędzy palców kiedy przy okazji chroniła oczy przed piachem, gałęziami i liśćmi, a nawet sam wiatr potrafił nieźle podszczypać. Przez pierwsze sekundy niczego nie widziała, a ryk zabrzmiał jeszcze kilka razy gdy wreszcie wielka łapa wyłoniła się z ciemności. Spomiędzy drzew zaczęło coś wychodzić.
Wielkie cielsko odsłaniało się światu, a Pati powstrzymywała się od wymiotów chociaż tak naprawdę to było tylko uczucie, albo wyuczona reakcja. Będąc duchem nie zdołałaby zwymiotować gdyż nie posiada zawartości żołądka. Wysoka bestia sięgała drugiego piętra, a łapy były wielkie jak u słonia z tym, że uzbrojone jak u żbika. Wielka paszcza od ucha do ucha ozdobiona rzędem ostrych jak brzytwa zębów i wielkie smoliste ślepia, które wyrażały chęć rozszarpania swej ofiary. Z pyska sączyła się piana jak u psa ze wścieklizną, a ciało porośnięte było żółtawym pancerzem co pewnie świadczyło o tym, że trudno będzie zranić przeciwnika. Co najdziwniejsze było to, że nie posiadało uszu, a przynajmniej nie było ich widać. Pewne było, że to najobrzydliwsza rzecz na świecie jaką kiedykolwiek widziała ta dziewczyna.
Rajmund obserwował bestię, która stała jakby węsząc co smacznego podano na tacy. Wyglądał jakby był zadowolony, a jeden z kącików ust unosił się nawet w górę. Może spodziewał się kogoś innego? Raczej był osobą, która nie rzuca słów na wiatr i wie co ją ściga.
- Komu tym razem się zerwałeś ze smyczy kundlu?- rzucił w kierunku potwora, który widocznie musiał rozumieć mowę ludzką.- Romulusie naprawdę myślałeś, że nie zjawię się po ciebie?
- Wrrr...- potwór zawarczał, aby za moment rzucić się ze wściekłością na swą ofiarę. Nim jednak zdołał wbić swe kły w ciało demona, ten z niesamowitą gibkością i sprawnością uniknął ataku robiąc parę salt w bok.- Nie baw się ze mną tylko walcz!
A jednak i takie paskudztwo potrafiło mówić co zdziwiłoby chyba każdego. Szkoda tylko, że przy okazji musiało zachlapać okolicę pianą z pyska. Pati przyglądała się temu wszystkiemu z zaciśniętym sercem i żołądkiem, bała się o życie Rajmunda a jednocześnie bardzo mu kibicowała. Mogliby próbować uciec, ale raczej zabicie Romulusa było o wiele prostsze.
Rajmund zatrzymał się przy drzewie i oparł o konar ręką z nieukrywanym zadowoleniem. Wyglądał na rozluźnionego mimo, że na początku taką zimną krew zachowywał i doprowadzał swymi słowami biedną duszyczkę do palpitacji serca.
- Ja się wcale z tobą nie bawię, po prostu nie traktuję cię poważnie.- ciemnowłosy był osobą bardzo bezczelną jeśli chodziło o swych przeciwników co na pewno nie zostanie odpuszczone. W bestii gniew rósł z sekundy na sekundę przez co i jego siła także, aczkolwiek wielkie cielsko było jego największym minusem, nie było zbyt szybkie.- Widząc twoją prawdziwą postać już na samym początku walki od razu mogę stwierdzić, że się mnie boisz. Słusznie...
- Bać się czegoś takiego jak ty?- przednie łapy ugięły się lekko wraz z głową, a nos węszył ziemię, która pod ciężarem pękała. Trawa w miejscu szarżowania została zniszczona do tego stopnia, że pozostał goły placek. Na pewno walka pozostawi niejedną szkodę w tym parku i nie zostanie to pominięte uwadze ludzi. Któż jednak by się tym interesował.- To raczej twoja głupota każe ci ignorować nadchodzące niebezpieczeństwo. Ja cię nie zabiję, ja cię brutalnie zarżnę!
Rajmund westchnął ciężko, a Romulus ponownie ruszył tym razem wysoko wyskakując w powietrze, aby otworzyć szeroko paszczę tuż nad swym przeciwnikiem i wypluć z gardła zieloną breję, która była tak trująca iż zżerała wszelkie pobliskie drzewa, kamienie oraz ziemię. Demon jednak nie uchronił się przed atakiem, a stał umazany na zielono z niesmakiem wypisanym na twarzy. Starł breję z twarzy, ale w pewnych miejscach widać było działanie toksyny gdyż skóra była czerwona bądź wypalona, aż do kości. Pati obserwując walkę z daleka mogła dostrzec u swego towarzysza kości szczęki czy wszelkie mięśnie kryjące się pod już teraz wypaloną skórą policzka.
 Bestia natomiast zeskoczyła tuż za nim pozostawiając w ziemi głębokie dziury, a drzewo przy którym niegdyś opierał się Rajmund zostało tak wypalone, że wokół ziemi niczego nie było. Kiedy jednak ciemne ślepia ujrzały stopy swego przeciwnika okazały głębokie zdziwienie. Całe ubranie Rajmunda było nienaruszone jakby chronione dziwną magią. Czerwona skóra była co prawda umorusana, ale jednak nietknięta.
- Nie wierzę, aby on ci to dał!- Romulus widocznie był tak zaskoczony, że aż odskoczył w miarę bezpieczne miejsce. Cóż tak przeraziło tego wielkoluda skoro niedawno pragnął zaszlachtować swego nieprzyjaciela.- Więc jednak to prawda, że jesteś kundlem na posyłki Lucyfera...
Rajmunda skóra z chwili na chwilę regenerowała się, aż po paru minutach ponownie mógł cieszyć się jej szarością i idealnie gładką strukturą. Dalej jednak był brudny więc na zadowolonego to nie wyglądał. Po reakcji Romulusa nie mógł jednak powstrzymać się od szyderczego uśmiechu.
- Wolę określenie wspólnik. Wiesz... ja uwielbiam wykonywać brudną robotę.- odpowiedział zaczesując swoją grzywkę w tył przez co breja sprawiała, że każdy włosek pozostawał na miejscu służąc w tym momencie jako żel do włosów. Ruszył, a wtedy wiatr jakby był mu posłuszny wzmocnił się i machnięciem jednej ręki, ostry niczym miecz, a przy tym niezauważalny dla oka poprzecinał wszystkie drzewa stojące Rajmundowi na drodze w tym raniąc i głowę potwora.- Mam dość...
Rzekł mrużąc oczy, a jego zielone tęczówki zmieniły swą barwę na smoliste. Stanął parę metrów za bestią uśmiechnięty od ucha do ucha niczym zadowolone dziecko. Bestia po uderzeniu upadła pyskiem na ziemię, a jej oczy przecięte były szkarłatną linią. Cięcie było tak mocne i ostre, że zniszczone zostały zarówno oczy jak i część przedniego płata mózgu. Pancerz wyglądał na naprawdę mocny, ale Rajmund potrafił tak wykorzystywać siłę wiatru iż ciął lepiej od niejednej katany.
- Nie wierzę...- Romulus nie mógł pogodzić się ze swoją porażką więc próbował się podnieść, jednak pozbawienie go oczu nie było w tym momencie pomocne. Oślepiony zwrócił się w kierunku ciemnowłosego demona i wszelkimi siłami próbował na oślep atakować.- Jeszcze nie skończyłeś ze mną!
Rajmund na szczęście był szybszy i uniknął ataku, przebiegł obok nieprzyjaciela kopiąc go później nogą prosto w bok. Czuł, że cielsko jest twarde, a w normalnych warunkach taki cios połamałby komuś żebra to jednak udało mu się go przewrócić. Zyskując przewagę od razu skorzystał z okazji i znalazł się prędko na samej bestii atakując pazurami pancerz, który pękał, aż jeden mały wyrwany kawałek wystarczył by dostał się do jego miękkiego wnętrza. Wbił czym prędzej swoje szpony w jego ciało, aż ręka zanurzyła mu się po łokcie i po drodze przebijając ogromne serce. Gdy tylko krew zaczęła impetem pryskać na jego twarz wiedział, że walka została zakończona.
Demon wyciągnął rękę i odskoczył od umierającego przeciwnika cały skąpany we krwi. Sam wyszedł przy okazji bez szwanku chociaż wcześniejszy atak jadem wydawał się być bardzo niebezpieczny. Najwidoczniej nie każdy potwór był tak potężny jak Rajmund. W tym momencie wiatr uspokoił się, a w okolicy ciszę przerwał głośny ryk umierającego Romulusa. Czarne ślepia przykryła gruba skóra powiek, a ciało poczęło czernieć i rozsypywać się na drobny proszek. Dopiero to oznaczało całkowity koniec walki.
Pati w całym tym zamieszaniu wydawała się być nieobecna, niewidzialna i całkowicie niepotrzebna. Siedziała z podkulonymi nogami, obejmowała kolana rękoma i wyglądała na mocno wystraszoną. Nie widziała nigdy czegoś takiego nawet w najgorszym horrorze, a przecież nawet lubiła ten gatunek. Musiało być jej bardzo ciężko.
Demon zerknął w jej kierunku i widząc stan w jakim się znajdowała, pokręcił oczyma w dezaprobacie. Dla niego to była normalność i nie był przyzwyczajony do towarzystwa zwykłych dusz. Z niektórymi jednak było łatwiej, na przykład z psychopatami bowiem oni nie bali się takich akcji. Podszedł do niej, a gdy już był wystarczająco blisko, ukucnął.
- Jak się trzymasz?- spytał przekręcając lekko głowę na bok, przyglądał się jej ciemnym oczom z zainteresowaniem. W zasadzie nie musiała nawet odpowiadać, ale zawsze dobrze było zapytać.
- Jestem... w szoku...- odpowiedziała patrząc głównie na krew czy ślady zielonej brei.- Śmierdzisz...
Demon zaśmiał się słysząc jej stwierdzenie po czym przyjrzał samemu sobie. Kiwnął głową przytakując, a następnie użył magii. Zamknął oczy, a jego ciało objęło ciemne światło które sprawiało, że jego ubranie robiło się czyste nie pomijając włosów czy reszty ciała. W końcu już raz pochwalił się tą zdolnością.
- Już jestem czysty.- stwierdził otwierając oczy, a wtedy poświata zniknęła. Taki pokaz sztuczek nie robił wrażenia na demonach, ale na zwykłym człowieku mógł. Pati rozluźniła się w końcu, a jej usta wygięły się w niepewnym uśmiechu.- Więc kiedy już wyjdziesz z tego całego szoku ruszymy dalej. Mam nadzieję, że jakoś już się psychicznie nastawisz na to, że jeszcze wiele razy ujrzysz takie potwory.
- Tak... postaram się...- szepnęła cicho próbując się podnieść, a jej kolana nieco jeszcze drżały.Uczucie lęku pozostanie w jej sercu już na zawsze, ale zdawała sobie sprawę z tego, że musi to przezwyciężyć.- Mówiłeś jednak, że tylko święty sztylet zabije demona.
- Dobrą masz pamięć.- cieszył się, że jego towarzyszka pamięta o czymś tak ważnym.- Ten demon jednak reprezentował najniższą klasę i nie potrzebuję by go zabić. Odesłałem jego duszę do piekła, a tam już się nie wywinie innym. W pewnym sensie zginął tutaj na ziemi...
- To wszystko jest za bardzo skomplikowane.
- Dlatego ruszajmy. Zrozumiesz w praktyce.

C.D.N.